en

Polska bajka ludowa

Słownik

red. Violetta Wróblewska

Niemiec

W bajce ludowej postać uosabiająca negatywnie waloryzowaną obcość, która budzić mogła szereg emocji – od trwogi po pogardę, w zależności od kontekstu, w jakim się pojawiała. Niemiec stanowi niejako prototyp → obcego, człowieka pochodzącego spoza znanego przedstawicielom grupy własnej orbis interior i jako taki wiązany jest z siłami demonicznymi w opozycji do boskich, ze światem na opak w opozycji do świata oswojonego oraz chaosem w opozycji do Kosmosu. Postać kumuluje w sobie wszystkie cechy, które są zaprzeczeniem lub odwrotnością tego, co dobrze znane i uważane za zgodne z normą (społeczną, obyczajową, biologiczną), bowiem mówi w niezrozumiałym języku (etymologię słowa „Niemiec” wywodzi się od „niemy”), dziwacznie wygląda, inaczej się zachowuje, wyznaje odmienną religię.

Niemiec występuje w wielu wątkach i wariantach bajkowych oraz w różnych konwencjach gatunkowych, nie należy jednak do bohaterów szczególnie popularnych, co wiązać należy z faktem, że polscy chłopi mieli ograniczony kontakt z przedstawicielami tej nacji. Postać Niemca pojawia się w wielu bajkach na terenie całej Polski jako wcielenie → diabła (np. T 480C „Dwie siostry i diabeł”, T 3045 „Wyprawa na sabat”), innowierca wyznający naukę Marcina Lutra (T 479 „Dziewczyna wychodzi za diabła”, T 1788 „Nabożeństwo niemieckie”) lub czarownik (T 3120 „Charakternik”, T 6515 „Niemiec na smoku”). W regionach zamieszkiwanych przez osadników niemieckich, gdzie chłopi na co dzień mieli styczność z ludnością niemieckojęzyczną, odnotowano także anegdoty w zabawnej formie eksponujące różnice kulturowe między przedstawicielami obu nacji (T 1628 „Urlopnik i grabie, T 1687A „Powiedzenia niemieckie”, T 1687B „Gadki o Niemcu”) oraz opowieści o niegodziwości niemieckich panów (T 1858 „Pan i chłopi pańszczyźniani”).

Od XVI w. w wyobrażeniach ludowych w całej Europie diabeł zaczyna nosić strój narodowy, na ziemiach polskich jest to strój niemiecki. Na gruncie rodzimym jest to jedyny przypadek identyfikacji czarta jako reprezentanta konkretnej grupy etnicznej. Wprawdzie w większości bajek i podań narodowość biesa nie jest dookreślana, jeśli jednak pojawiają się jakieś specyficzne atrybuty, to wskazują jednoznacznie na jego niemieckie pochodzenie:

Zaraz przez szparę we drzwiach wsunął się do izby porządny panicz, z niemiecka w czarny kaszkiet, takiż frak i pluderki żółte ubrany; był on opięty, zwyczajnie jak Niemiec, włosy miał czarne, a oczy świeciły mu się jak dwa rozżarzone węgle (Fedorowski 1888, s. 339-340);
Chociaż był pięknie ubrany — miał kapelusz trój graniasty, frak niemiecki, z długą na brzuch kamizelką, spodnie krótkie i obcisłe, a trzewiki ze sprzączkami i wstążkami, — wszyscy go poznali zaraz; bo wyglądały rogi spod kapelusza, pazury z trzewika i harcap z tyłu (Wójcicki 1837, s. 187).

Niemcy są także jedyną grupą etniczną, której nazwa stanowi w bajkach ludowych synonim dla słowa „diabeł”: „[…] otwierają się drzwi z trzaskiem i wpadają niemczyki na stopach kurzych, niedźwiedzich, z ogonami i rogami; najstarszy z diabłów zbliża się i prosi ją do tańca” (Karłowicz 1888, s. 22); „Każdego razu, kto tylko przechodził mimo góry Dżura, postrzegał tam Niemczyka w kusym fraczku przeskakującego z drzewa na drzewo Wszyscy tę górę omijali ze strachem” (Siemieński 1975, s. 211). Nie jest to tylko nawyk językowy, ale wyraz głębokiego przeświadczenia o niemieckości czarta, który w wyobrażeniach ludu nie tylko występował w niemieckim stroju, ale też mówił po niemiecku:

Na ››szwedzkim szańcu‹‹ w Roszkach widywano niegdyś co noc karetę, zaprzężoną w cztery konie. Na jej koźle siedział diabeł. Miał trójgraniasty kapelusz na głowie, z gęby sypały mu się iskry. Konie ziały również ogniem. Ich pan napędzał je skwapliwie, krzyczał nieustannie: hau! hau! (niem. hüh! – wio! – E.W.), a powóz pędził tak szybko, że drzewa gięły się jak pod wiewem wiatru (Bugiel 1903, s. 564).

Ponadto siedzibę Lucyfera, najwyższego z szatanów, stanowił według powszechnych wierzeń Berlin lub bliżej nieokreślone niemieckie miasto.

Przekonanie o germańskim pochodzeniu czarta zrodziło się najprawdopodobniej w ramach kultury szlacheckiej, a rozprzestrzeniło się w XVI w. wraz z wybuchem reformacji, Niemiec za pośrednictwem wędrownych kaznodziejów i druków ulotnych. Reformacja i kontrreformacja przyczyniły się do wzmożenia procesu polaryzacji językowo-wyznaniowej pomiędzy Polakami i Niemcami, prowadząc do skrystalizowania się stereotypu Polaka-katolika i przeciwstawianego mu stereotypu Niemca-luteranina.

Z wyrażanym w bajkach przekonaniem o teutońskim pochodzeniu czarta wiąże się szereg narracji o Marcinie Lutrze jako synu diabła oraz wyznawcach luteranizmu jako czcicielach mocy piekielnych. W zachowanych przekazach, będących odmianami wątku T 479 „Dziewczyna wychodzi za diabła”, zbuntowany augustianin jawi się jako przeciwieństwo → Jezusa, podobnie jak Chrystus został poczęty w sposób niezwykły, jednak nie przez → Boga, a przez szatana, a jego → matką nie była niewiasta piękna, cnotliwa i uboga, ale stara panna, której mimo znacznego majątku nie chciał żaden → parobek. → Kobieta i czart „mieli chłopca Marcina, pół człowieka a pół debła, ale kśtałt miał tak jak cłowiek. Uociec nie był psi matce, jęno niekiedy psichodził, a uona dobrze wiedziała, że jej chłop debał, bo nie kcioł do ślubu psistąpić, a niekiedy widać mu było końskie nogi” (Kosiński 1883, s. 66).

W świetle bajek ludowych rodowód Marcina Lutra rzutował na jego życie i działalność. Ten półdiabeł w ludzkiej skórze od urodzenia predestynowany był do działalności na szkodę ludzi, stając się wykonawcą woli swojego demonicznego → ojca na ziemi i tak samo jak Chrystus dążył do pozyskania jak największej liczby wyznawców dla swojej nauki. Jako → dziecko posłany został do szkół, gdzie odnosił same sukcesy, został księdzem (→ Duchowny), a następnie poszedł do samego papieża i podstępem przekonał go, aby zatwierdził → księgę zawierającą diabelską naukę, po czym „Pokazał narodowi, ze mu Ociec świoty stwierdzuł wiare lutersko, zacon nawracać i mówiół kazania z te ksiozki. I dużo się podało na luterskom wiare” (Gonet 1914-1918, s. 259). Inteligencja i spryt, dzięki którym udało się Lutrowi wstąpić w szeregi duchowieństwa, dotrzeć do papieża i oszukać go, musiały mieć pochodzenie nadnaturalne i być cechami odziedziczonymi po mieczu.

Obok → podań, w których Luter przedstawiany jest jako ziemska inkarnacja szatana, znane są również przekazy komiczne, tłumaczące, co popchnęło go do założenia nowej religii. Anegdoty te podkreślają ludzkie przywary reformatora – małostkowość i niezdarność. Eksponując ludzki charakter założyciela kościoła ewangelickiego, pozbawiają go całkowicie waloru → sacrum i czynią luteranizm wyznaniem fałszywym, kaprysem księdza, którego duma bądź ambicje zostały urażone. W jednej z takich narracji Luter chce zostać nowym papieżem, ale wbiegając na schody pałacu papieskiego, potyka się o swą nazbyt obszerną sutannę, traci przytomność i odzyskuje ją po wyborze nowego Biskupa Rzymu. Zdarzenie to wywołuje w Lutrze gniew i chęć zemsty, które popychają go do odebrania papieżowi jak największej liczby wyznawców, stąd pomysł założenia konkurencyjnego → kościoła. W innych przekazach to papież wypędza Lutra z Rzymu, ponieważ jako papieski sługa reformator nie okazuje Ojcu Świętemu należytego szacunku. W efekcie Luter „udaje się do Niemiec i zakłada nową religię” (Lück 1943, s. 97).

W krzywym zwierciadle bajka ludowa ukazuje także wyznawców Kościoła zreformowanego, którzy jednoznacznie identyfikowani są z narodowością niemiecką. Niemiec i luter (wyznawca luteranizmu) to w tradycyjnych narracjach synonimy: „Niemcy byli niegdyś takimi samymi ludźmi, jak inni, ale kiedyś jeden z naszych (tj. katolickich) biskupów z wielkiej nauki zdurieł i ustanowił niemiecką wiarę, i sporo ludzi na niemców zmienił” (Bystroń 1980, s. 348). Ośmieszanie wyznawców Kościołów reformowanych zasadzało się często na humorze językowym. Niemieckie kazania, stylizowane na łamaną polszczyznę, pojawiają się w folklorze ustnym polskich chłopów jako zabawne anegdoty, piętnujące dodatkowo inne powszechnie przypisywane Niemcom przywary. Wśród nich dominuje skąpstwo oraz wynikająca z niego nadmierna pracowitość, nawet w dni świąteczne, a także przesadny utylitaryzm, ustanawiający cokolwiek dziwną hierarchię uznawaną przez nich wartości:

Szanofni parafianie, pofiem fam przykładne kazanie! Oto słuchajcie i uszy nadstawiajcie: – Ofiec (owca – E.W.) przynosi lepszy pożytek jak szlofiek, jak ostrzygo ofiec i wyprzędo welna i zrobio sukman – czyż nie ciepla? Jak sie zarżnie ofiec, zedro zkóra i uszyjo kożuch, czyż nie fygoda? Feź śtuka mięsa od ofiec i upiecz na rożan, a czyż nie smaczno? Obedrzeć lój i zrobić świeca, zapaliwszy fieczorem, a czyć nie fidno? A teraz ṷziąć kiszki i firobić na struna, naciągnąć na skrzypcä i zahrać, a czyć nie fesolo? Takie to pożytki ofiec przynosi, moje szanofne kreścjanie, a szlofiek jäk umre, to co? – zakopio do ziemi i nic niéma! (Federowski 1903, s. 204).

Brak poszanowania dla zasad wiary katolickiej oraz niedostatki podstawowej wiedzy o świecie często stają się w bajce ludowej powodem kłopotów innowierców, którzy wystawiają na szwank nie tylko swój autorytet, ale także zdrowie. W konfrontacji ze sprytnymi katolikami protestanci ze względu na przypisywaną im ignorancję i łatwowierność znajdują się na z góry przegranej pozycji.

Niezrozumiałe dla przeciętnego włościanina zasady wiary ewangelickiej, tak odmienne od doktryny katolickiej, stają się kanwą dla wielu kawałów i anegdot, obnażających nieprzystawalność luteranizmu w świecie zdominowanym przez wyznawców Kościoła rzymskiego. Nieprzestrzeganie postów, skromny wystrój świątyń, brak czci dla → świętych figur i obrazów w oczach polskich chłopów czyniły protestantyzm zbyt racjonalistycznym i doczesnym, pozbawionym → sacrum. W jednej z anegdot luteranin pyta katolika, dlaczego żegna się tylko na widok krzyża, a nie czci drewna w innej postaci, na co otrzymuje odpowiedź, że kobietę też całuje „w usta, a nie w drugi koniec, mimo że są z tego samego mięsa” (Lück 1943, s. 83). W odmianie wątku T 1705 „Św. Marcin i niedźwiedź” niemiecki → pan zwalnia → parobka z pracy w dni świąt katolickich. Niezwykle cieszy go nadejście dnia Wszystkich Świętych, jest bowiem przekonany, że skoro został poświęcony całemu panteonowi świętych, to jest to jedyny świąteczny dzień w kalendarzu liturgicznym katolików. Kiedy jednak dziesięć dni później parobek zamierza obchodzić dzień św. Marcina, Niemiec każe chłopu pracować i wysyła go do → lasu po drewno. Sprytny Polak, widząc w lesie → niedźwiedzia, wraca do → domu i oznajmia swojemu panu, że św. Marcin zabronił mu pracy. Rozzłoszczony perspektywą straty zysku gospodarz, chce rozmówić się ze świętym, co kończy się poturbowaniem zuchwalca przez niedźwiedzia i odesłaniem parobka do domu po uprzednim wypłaceniu wynagrodzenia za dwa lata nieodbytej pracy. Starta, jaką ponosi, jest jednak o wiele mniejsza niż cena, jaką za świętokradztwo płacą innowiercy stający w kontrze do prawdziwego sacrum. Ci bowiem skazani są na wieczne potępienie i degradującą pokutę. Znanym z podania wielkopolskiego przykładem jest luterański kupiec Ridt, który słysząc śpiew dobiegający z klasztoru benedyktynek, rzecze: „Wolałbym zdechnąć, niż słyszeć te wilcze głosy” (Siemieński 1975, s. 210). Gdy tylko wypowiedział te słowa, umarł, a jego → duch skazany został na wieczne potępienie i wędrówkę po okolicznych lasach pod postacią → wilka, co miało stanowić → karę za nazwanie zakonnic wilczycami.

Nieco odmienny charakter mają ludowe bajki zanotowane na obszarach, gdzie chłopi mieli styczność z ludnością niemieckojęzyczną, np. w Wielkopolsce czy na Podkarpaciu. Odmalowany w tamtejszych narracjach Niemiec nie jest pozbawiony cech demonicznych, jednak wydaje się bliższy zwykłemu człowiekowi. Swoją diaboliczną naturę zachował zasadniczo tylko w roli pana albo → czarnoksiężnika, znającego sekrety wiedzy tajemnej. Natomiast niemiecki rolnik, gospodarujący na sąsiednim polu lub zamieszkujący pobliską wieś, pozbawiony wydaje się tego zdecydowanie negatywnego czynnika demonicznego. Jest on raczej głupim → sąsiadem, nierozumiejącym mowy i obyczaju miejscowej ludności, przez co stale wikła się w rozmaite przygody, z których nie zawsze wychodzi cało, a nigdy z twarzą.

W bajkach ludowych Niemiec-czarownik dzięki kontaktom z negatywnie waloryzowanym sacrum może podporządkowywać sobie siły natury, władać istotami nadnaturalnymi albo zdobyć ogromne bogactwo. Postać ta pod pewnymi względami podobna jest do demonicznej odmiany ludowego obrazu Marcina Lutra – to mężczyzna wykształcony, którego nieodłącznym rekwizytem jest księga, zawierająca czarnoksięską wiedzę. Niemiecki czarnoksiężnik jest ponadto postacią tajemniczą i niedostępną, żyjącą z dala od ludzi. Na Podhalu zanotowano podanie o Niemcu (T 6515 „Niemiec na smoku”), który dzięki umiejętnościom czarnoksięskim wywołał z położonej w Tatrach jaskini wielkiego → smoka, a następnie dosiadł go i terroryzował całą okolicę. Znalazł się wszakże odważny baca, który zabił potwora, a czarnoksiężnika na zawsze przepędził, uwalniając okoliczny lud od utrapienia. Pod Sandomierzem opowiadano z kolei podanie o Niemcu, który osiedlił się we wsi Kamień, gdzie żył i gospodarował samotnie, do nikogo się nie odzywał, odrzucał nawet zaloty pięknych dziewcząt, zachęconych ogromnym majątkiem, jakim dysponował. Okoliczni chłopi postanowili w końcu wtargnąć do domu odludka, gdzie nie zastali żadnego człowieka, tylko „dużo kruków kracą na stole, ławach, psypiecku, a na piecu duzy złoty jakisik ptak z ksywym dziobem, długimi, łostrymi pazurami i nuze dzyć się na ludzi” (Wierzchowski 1892, s. 101). Wprawdzie udało się młodzieńcom pozabijać → ptaki i wynieść z domu czarownika wielkie → skarby, jednak wszystkie utonęły wraz ze śmiałkami, potopionymi w Sanie przez diabłów.

Znacznie częściej pan niemiecki pojawia się w bajce jako okrutnik, który swoje bogactwo zawdzięcza wyzyskowi miejscowych chłopów. W tego rodzaju narracjach niemieccy gospodarze przedstawiani są jako zagrożenie dla ludności miejscowej. Kupują ziemię, na której pracują wyzyskiwani polscy włościanie, i choć przybysze nie naruszają tym działaniem prawa stanowionego, to najwyraźniej godzą w chłopskie poczucie sprawiedliwości. Motywowani chciwością i chęcią pomnożenia majątku nie szanują wiary i obyczaju miejscowych chłopów:

Te luterany, wiesz, te bogacze, oni się tu niedawno na naszej ziemi obsałasili i tak się tu brzydko rządzą, że biedny człowiek nie może ani dychnąć. Bieda tu z nimi, bo wszędzie nos wścibiają. Gdzie jacy jest jaki kawałek pola, to zaraz go wykupują albo i siłą zabierają. A cóż im zrobisz?!… Oni czują się mocni, bo za nimi stoi prawo. Zresztą co tu dużo gadać, nie dość, że nam za pół darma nakazują robić na ziemi siłą od nas wydartej, to jeszcze na dodatek nie dają nam wierzyć w naszą katolicką wiarę. Na każdym kroku prześladują nas i poniewierają przy bylejakiej okazji (Jazowski 2010, s. 142).

Stosunkowo bogaty zbiór anegdot ilustruje wątek T 1687 B „Gadki o Niemcu”. W znacznej większości są to krótkie formy komiczne zanotowane w regionach międzykulturowego przenikania się wpływów polskich i niemieckich. Codzienne doświadczanie odmienności ludności niemieckojęzycznej prowokowało do oddolnego tworzenia zabawnych historyjek o językowych nieporozumieniach, niezdarności przybyszów, nieradzących sobie w nowych warunkach, wyśmiewaniu obcego obyczaju, stroju, kuchni. Podobne anegdoty krążyły wśród mieszkających w Polsce Niemców, którym kultura gospodarzy jawiła się równie dziwaczną, jak Polakom kultura przybyszów. Wyśmiewanie różnic mogło służyć oswajaniu odmienności osadników i niwelowaniu negatywnych emocji, jakie budziła. Najbardziej typowe dla tego wątku dykteryjki opierają się na → komizmie językowym i opowiadają o zabawnych nieporozumieniach wynikających z odmienności mowy ojczystej interlokutorów. Ze względu na obecność w nich niemieckich wyrażeń i zwrotów były zrozumiałe jedynie dla osób, które znały język zachodnich sąsiadów przynajmniej w stopniu podstawowym. Tłumaczy to nieobecność tego rodzaju → bajek komicznych w regionach, gdzie Niemcy znani byli tylko za pośrednictwem popularnych tekstów folkloru bądź działalności kontrreformacyjnych kaznodziejów.

W popularnych anegdotach Polak i Niemiec nie rozumieją się nawzajem, jednak wbrew przeciwnościom starają się dojść do porozumienia. W dobrzyńskiej anegdocie niemiecki → dziad przychodzi do polskiego domu po jałmużnę, prosząc: „Liebe Frau, geben sie mir ein Stück Brot” (droga pani, daj mi kawałek chleba – E.W.). Dziewczyna, nie rozumiejąc przybysza, zwraca się o pomoc do ojca, który twierdzi, że Niemiec skarży się, iż ma we łbie brud i każe córce umyć gościa. Ten nie przestaje jednak prosić o chleb, wobec czego dziewczyna powtarza kąpiel, sądząc, że poprzednia nie była dla Niemca satysfakcjonująca. Kiedy jednak obcy nie przestaje powtarzać: „Liebe Frau, geben sie mir ein Stück Brot”, udają się po pomoc do parobka, pracującego sezonowo z Niemczech, wierząc, że zrozumie „gęsią mowę” → dziada. Chłopak tłumaczy, że Niemiec „ma na tyłku wrzód”, wobec czego radzi dać mu kawałek chleba i wygnać z domu. W efekcie „Niemiec miał czysty łeb i brzuch nie pusty” (Petrow 1878, s. 171). W innej znanej anegdocie niemiecki pan nie rozumie chłopów, tłumaczących mu, że nie mogą skosić części łąki, ponieważ w miejscu tym założyły gniazdo szerszenie. Nie przyjmując tłumaczenia parobków, Niemiec podchodzi do gniazda i okłada je lagą, wskutek czego zostaje dotkliwie pokąsany przez → owady. Do popularnych należą także opowieści o Niemcu wpadającym do dziury lub kałuży, dzięki czemu przypomina sobie słowo „żur”, które – jak sądził – zgubił (T 1687 „Żur”), albo o chłopie, który nie zrozumiawszy niemieckiego pozdrowienia, obraża się na Niemca i obrzuca go wyzwiskami.

Obok bajek komicznych poświęconych wyłącznie Niemcom znane są również realizacje ogólnopolskich wątków, w których w roli obśmiewanego → bohatera mogą występować przedstawiciele innych nacji, także → Polacy. Do takich wątków należą m.in. T 1319 „Kobyle jaje”, T 1454 „Niechlujna panna” bądź T 1326 „Przesuwanie kościoła”. Przedstawione w nich sytuacje odnoszą się do uniwersalnych ludzkich przywar, toteż bawią odbiorcę bez względu na pochodzenie postaci, będącej przedmiotem kpiny.

Bibliografia

Źródła: Bugiel W., Podania ludowe z poznańskiego, „Wisła” 1903, t. 17; Ciszewski S., Krakowiacy. Monografia etnograficzna, cz. I, 1984; Dowojna-Sylwestrowicz M., Podania żmujdzkie, cz. II, 1894; Fedorowski M., Lud okolic Żarek, Siewierza i Pilicy, t. 1, 1888; tenże, Lud białoruski, t. 3, 1903, s. 204; Gonet S., Gadki z Inwałdu w okolicy Andrychowa, „Lud” 1914-1918, t. 20; Jazowski A., Powieści ludu orawskiego, 2010; Karłowicz J., Podania i bajki ludowe zebrane na Litwie, ZWAK 1888, t. 12; Kosiński W., Materiały do etnografii górali beskidowych, ZWAK 1883, t. 7; K. Lück, Der Mythos vom Deutschen in der polnischen Volksüberlieferung und Literatrur, 1943; Petrow A. Lud ziemi dobrzyńskiej, jego charakter, mowa, zwyczaje, obrzędy, pieśni, przysłowia, zagadki, ZWAK 1878, t. 2;Siemieński L., Podania i legendy polskie, ruskie i litewskie, 1975; Wierzchowski Z., Baśni i powieści z Puszczy Sandomierskiej, ZWAK 1892, t. 16; Wójcicki K.W., Klechdy, starożytne podania i legendy ludu polskiego i Rusi, 1837.

Opracowania: Bartmiński J., Jak zmienia się stereotyp Niemca w Polsce?, „Przegląd Humanistyczny” 1994, nr 5; Bystroń J.S., Niemcy w tradycji popularnej, [w:] tenże, Tematy, które mi odradzano, 1980; Lück K., Der Mythos vom Deutschen in der polnischen Volksüberlieferung und Literatrur, 1943; Łysiak W., Dawny humor ludowy Pomorza Zachodniego, 1993; Maliszewski K., Komunikacja społeczna w kulturze staropolskiej. Studia z dziejów kształtowania się form i treści społecznego przekazu w rzeczypospolitej szlacheckiej, 2001; Siewiński A., Wierzenia o chowańcu, farmazonach, płanetnikach, miesięcznikach i błędach, „Lud” 1896, t. 2; Tazbir J., Obraz heretyka i diabła w katolickiej propagandzie wyznaniowej XVI-VXII w., „Kwartalnik Historyczny” 1981, nr 4; Tazbir J., Luter w opinii polskiej kontrreformacji, „Rocznik Teologiczny” 1983, z. 2; Wilczyńska E., Odmienność religijna Niemców w świetle źródeł folklorystycznych, [w:] Folklor – tradycja i współczesność, red. Sitniewska R., Wróblewska V., Wilczyńska E., 2016; Zientara B., Cudzoziemcy z Polsce X-XV wieku: ich rola w zwierciadle polskiej opinii średniowiecznej, [w:] Swojskość i cudzoziemczyzna w dziejach kultury polskiej, red. Stefanowska Z., 1973.

Elwira Wilczyńska