en

Polska bajka ludowa

Słownik

red. Violetta Wróblewska

Zmora

Postać demoniczna występująca w wierzeniach ludowych, pojawiająca się również bardzo często jako motyw ludowych opowieści, głównie podań wierzeniowych. Wyobrażenia dotyczące demona, którego główna aktywność polega na duszeniu śpiących ludzi, były powszechne w wielu kulturach (Thompson F471.1; Klintberg Q11-28; Jauhiainen Q201-300). Również na terenach polskich pod różnymi nazwami występowało co najmniej kilka postaci o bardzo podobnych właściwościach. Prócz najbardziej popularnej zmory, określanej alternatywnie jako „mora”, „morus” lub „kikimora” w lokalnych wierzeniach i opowieściach pojawiały się takie istoty jak „dusiołek”, „gniotek”, „gnieciuch” lub „gmocek” (południowo-wschodnia Polska), „siodło”, „siodlisko”, „siodełka” (Podhale), „biża”, „bieża”, „mac”, „macek” (pogranicze polsko-ukraińskie), „sotona” (Beskid Śląski) i „wieszczyca” (Wielkopolska).

Popularność wierzeń i opowieści o zmorze łączy się z dużą różnorodnością wyobrażeń na temat tej postaci. Różnorodność ta dotyczy przede wszystkim jej pochodzenia i statusu ontologicznego oraz wyglądu i zachowania. Z jednej strony wierzono, że zmorą jest człowiek żyjący, który wbrew własnej woli, często nawet nie wiedząc o tym, nocą opuszcza swe ciało i podejmuje różne nieświadome działania. Z tego powodu zmorę zalicza się niekiedy do kategorii istot półdemonicznych. W odróżnieniu od „klasycznych” demonów, charakteryzuje je silny związek z konkretnym człowiekiem, który nabywał specyficznych właściwości najczęściej na skutek zdarzeń nie będących wynikiem jego świadomego działania. Zmorą można więc było zostać z winy rodziców chrzestnych, którzy pomylili słowa podczas wypowiadania formuły chrztu lub wypowiedzieli je niewyraźnie (np. pytani o to, czego chcą dla dziecka, zamiast „wiary”, odpowiedzieli „mary”), w trakcie obrzędumyśleli o zmorach albo też jedno z rodziców chrzestnych było zmorą. Inne tłumaczenie odwoływało się do tradycyjnego przekonania, iż niektóre osoby posiadają dwie dusze i jeśli na chrzcie otrzymały tylko jedno imię, wówczas ta druga dusza (nieochrzczona) wychodzi z nich w czasie snu jako zmora. Przekonanie to było charakterystyczne również dla wyobrażeń na temat innych demonów, np. strzygonia i upiora/wampira. O byciu zmorą mogła zadecydować również liczba oraz płeć rodzeństwa. Powszechny był pogląd, że jeżeli w rodzinie było siedem córek, a żadnego syna, wówczas jedna z nich (najczęściej najmłodsza lub najstarsza) stawała się zmorą. Uważano również, że jeśli rodzice mają jedynie trzy córki, to wszystkie one są zmorami. Okazjonalnie spotkać można także informacje, że zmorami stawały się zdradzone lub porzucone dziewczęta, czarownice lub dzieci urodzone z dwoma przednimi zębami. Z drugiej strony zmory wpisują się też w krąg „klasycznych” demonów, ponieważ uważano je często za pokutujące dusze „wielkich” grzeszników lub ludzi zmarłych „nienaturalną” śmiercią, czyli np. samobójców, ludzi zmarłych bez spowiedzi, nieochrzczonych dzieci, a przede wszystkim kobiet, które pozbyły się płodu lub zamordowały nowo narodzone dziecko.

Wygląd zmory charakteryzowany był na cztery różne sposoby. W pierwszym ujęciu jest to bezpostaciowy duch, którego nie można zobaczyć, ajedynie odczuć skutki jego ataku. W drugim ujęciu zmora jawi się jako zjawisko zoomorficzne i może przybierać postać kota, barana, konia lub psa, a także postać całego szeregu zwierząt o niewielkich rozmiarach, takich jak mysz, żaba, ćma, komar, robaczek, wąż lub żmija czy zając. Trzeci typ wyobrażeń polegał na przypisywaniu zmorze formy roślinnej (źdźbło słomy, kłos lub trawka, jabłko lub gruszka) lub przedmiotowej (igła lub nici, tasiemka, sznurek, wstążka lub podwiązka, piasek, rózga, worek na ser lub kojec do suszenia serów, a nawet kiełbasa). I wreszcie w czwartym ujęciu – antropomorficznym – zmora przybiera najczęściej postać kobiety. Niekiedy jest to młoda i urodziwa dziewczyna (czasem naga), częściej jednak stara chłopka o niechlujnym wyglądzie, ubrana w biało-szarą płachtę, czarny obcisły strój lub w czerwony kaftan, „blada, o wysokiej, a chudej postaci, zapadłych oczach, grubych wargach, ze zwisającą dolną wargą, o bujnych, czarnych brwiach zrośniętych” (Patock 1933, s. 31).

Za dnia człowiek-zmora nie różnił się jednak zasadniczo od innych ludzi i bardzo trudno było go zidentyfikować. Istniało jednak kilka sposobów na jego rozpoznanie. Sygnałem demonicznego statusu danej osoby miały być „ogromne brwi czarne, środkiem, to jest nad nosem, ze sobą złączone” (Kolberg, t. 15, s. 38). Ponadto twierdzono, że „człowiek-zmora bywa często istotą upośledzoną na słuchu lub na mowie, a zawsze wygląda mizernie i tak nędznie, że, zdaje się, kości ma zaledwie w skórę obleczone, cerę ma bladą albo żółtą” (Udziela 1900, s. 400). Najszerzej rozpowszechnione było jednak przekonanie, że podczas jego nocnej działalności człowieka-zmorę można było uwięzić lub zranić albo obiecać mu jakiś prezent lub poczęstunek. Rano, kiedy powracał on do swej ludzkiej formy, łatwo było zidentyfikować tożsamość więźnia lub „nieoczekiwanego” gościa albo wyśledzić zranioną osobę wśród mieszkańców wsi:

Jedna baba miała siedem córek, wszystkie były ładne, a jedna była chodo i zło bardzo. Jak i (jej) chtoś w jaki sposób dokucuł, to sła w nocy i dusiuła go bardzo. Jeden parobek mioł się z nią żenić, ale odrzek sie i (jej) potém. Zato ze zemsty chodziuła ona co dzień i dusiuła go w nocy. Parobek społ w stodole, ta go dusi; społ w izbie, dusi. Więc sobie myśli: „Zamkne sie w stajni, to mie już ducić nie bedzie, bo nie wlezie.” Leg sobie parobek w stajni na wyrku, ale nie śpi, a tu coś włazi bez spare, lezie pomału ku wyrkowi i nagle chyta go za piersi i pod garło i dus. Poznał ją parobek i złapał za włosy, ale i (jej) ni móg dać rady. Patrzy co jes, a to było źbło słomy. Wyjon nóz i urznął kawołeczek tego źbła i rzucił na ziemię, a tu leje sie krew. Na drugi dzień patrzy po wszyćkich dziewkach, a ta jedna ni miała kawołka nosa. Po tem poznoł, chtóro jest zmora (Udziela 1900, s. 401).

Rozpoznanie zmory jest również centralnym motywem podań wierzeniowych należących do wątku T 4011 („Zmory podsłuchane”), mówiący o przypadkach podsłuchania dziewcząt-zmór rozmawiających w dzień o swej nocnej działalności.

Pod względem zachowania i rodzaju aktywności zmory dzieliły się na dwa zasadniczo oddzielne typy. Pierwszy kierował swe działania przeciwko ludziom, drugi przeciwko zwierzętom, roślinom oraz materii nieożywionej. W obu przypadkach działania te polegały w pierwszym rzędzie na ściskaniu lub duszeniu, często też (równolegle lub alternatywnie) dochodziło do wysysania krwi, śliny bądź soków.

Zmory „ludzkie” dusiły lub przygniatały pogrążonego we śnie człowieka, przesuwając się od jego stóp aż do piersi lub szyi i uciskając jedno z tych miejsc lub oba naraz, czasem też wkładając język lub palce do ust ofiary. Mogły też kłaść się na niej i przytrzymywać jej ręce. Duszenie było często połączone z wysysaniem krwi lub, w przypadku kobiet, ssaniem piersi i pozbawianiem ich pokarmu. Motyw ten zbliżał zmorę do kręgu wyobrażeń o krwiożerczych istotach demonicznych (upiór/wampir, strzyga/strzygoń) oraz demonach szkodzących matkom (boginki, nawki, nocnice). Człowiek zaatakowany przez zmorę znajdował się w stanie swoistego letargu. Miał świadomość tego, co się z nim dzieje, wydawał jęki i pomruki, najczęściej jednak nie mógł ani zaalarmować swoich domowników, ani wybudzić się czy też w jakiś sposób unieszkodliwić demona, dopóki ten sam nie odszedł. Następnego dnia ofiara odczuwała duszność, osłabienie, suchość w ustach, miała popękane i wyschnięte wargi, a na jej ciele obecne były różnego rodzaju zadrapania, przypominające ślady po pazurach kota. Pojedynczy atak zmory nigdy nie kończył się śmiercią człowieka, jednak jej wizyty zazwyczaj powtarzały się w określonych odstępach czasu, co mogło prowadzić do tragicznych konsekwencji, ponieważ „człowiek traci siły, słabnie, schnie, wygląda blado, niknie w oczach, a wreszcie umiera” (Udziela 1900, s. 406). Demon atakuje zazwyczaj osoby płci przeciwnej, przy czym dość często mowa jest tu o młodych, nieżonatych mężczyznach (niewiernych kochankach), co wskazuje na łączność omawianych wyobrażeń ze sferą erotyczno-matrymonialną i kategorią miłosnych demonów-mścicieli. Z drugiej strony pojawiają się informacje o dręczeniu przez zmory położnic i niemowląt, co z kolei łączy omawiane istoty z takimi demonami jak mamuny czy nocnice, których szkodliwa działalność w sposób szczególny wiązana była z narodzinami dziecka i opieką nad nim.

Drugi typ omawianych demonów atakował zwierzęta gospodarskie: krowy, ptaki oraz przede wszystkim konie, na których zmory jeździły przez całą noc, tak iż rano były one całe mokre i zmęczone, a dodatkowo miały pozaplatane warkocze na grzywach. Ten rodzaj demonów mógł jednak także dusić drzewa i wysysać z nich soki (głównie osika i drzewa iglaste) albo też ściskać różnego rodzaju cierniste krzewy (np. głóg, tarnina), ewentualnie kłujące lub parzące chwasty (np. oset, pokrzywy) albo materię nieożywioną (wodę, ogień, piasek, kamienie, drogę oraz wytwory rąk ludzkich, takie jak dach, płot czy piec). W tego typu działaniach zmór silnie podkreślany jest element przymusu, który często stanowi ważny motyw podań wierzeniowych:

Raz mi też opowiadał jeden staruszek, co chodził po żebrocie […], że podsłuchał przypadkiem, jak sobie córki jednego gospodarza w nocy powiadały. On nie spał, a one nie wiedząc o tem, tak mówiły: „O jak mnie też to piersi bolą, tak’em tę fojne (chojnę, sosnę) dusić musiała”. „A cóż tam tobie – mówi druga – Ale ja biedna! Musiałam cały czas wodę dusić i tak’em się zmaczała i uziębła, że ledwo’m żywa”. „To tam nic jeszcze z tobą – rzecze trzecia – ale mnie najgorzej. Ja dusiłam ciernie i tak’em się pożgła, że mi krew zewsząd ciecze”. […] (Kolberg, t. 15, s. 41).

W wyobrażeniach na temat zmór rysuje się wyraźna korelacja pomiędzy pochodzeniem a rodzajem działań podejmowanych przez demony. Z jednej strony mamy więc zmory-ludzi, które szkodzą przede wszystkim swoim sąsiadom czy byłym kochankom. Z drugiej strony zmory-dusze zmarłych kierują swą aktywność głównie w stronę zwierząt, roślin i materii nieożywionej, wpisując się w zespół wierzeń dotyczących dusz pokutujących (kontakt z roślinami kolczastymi, materią o charakterze bezpłodnym i żywiołami oczyszczającymi).

W podaniach i wierzeniach ludowych pojawia się kilka typów działań apotropeicznych mających zabezpieczyć przed szkodliwymi skutkami działań zmory. W pierwszej kolejności są to zabiegi polegające na wprowadzaniu demona w błąd. Chodzi tu przede wszystkim o zmianę pozycji przyjmowanej we śnie i spanie na brzuchu (utrudnienie dostępu do szyi/gardła) lub boku (zmora zsuwa się ze śpiącego), położenie głowy „w nogach” (zamiast na język zmora trafia na genitalia), a także spanie w cudzym łóżku lub cudzym ubraniu albo zakładanie koszuli nocnej tyłem do przodu. Zmyleniu służyło również wkładanie do łóżka lub wieszanie w oknach snopka słomy, kożucha lub szmacianych lalek, które zmora miała dusić zamiast upatrzonej ofiary. Inny typ działań polegał na próbach odstraszania, głównie poprzez wkładanie pod poduszkę, zawieszanie na szyi lub trzymanie koło łóżka roślin lub przedmiotów o charakterze apotropeicznym (np. nóż, siekiera, kosa, sierp, monety, szczotki do czesania konopi, miotła). Formą odstraszania były także próby wywołania u demona obrzydzenia, głównie poprzez różne działania z wykorzystaniem ekskrementów. „Chcąc się od niej uwolnić, trzeba jeść podczas tego, gdy się jest na stronie, ona się bowiem wtenczas zawstydzi, a brzydząc się takim człowiekiem, przestanie go nawiedzać” (Kosiński 1904, s. 14). Zalecano też, by tuż przed zaśnięciem włożyć palec do odbytu, zaś w przypadku małych dzieci, by posmarować ich sutki kałem. W szczególnie trudnych przypadkach skuteczne miało być nagryzanie nieboszczyka albo zjadanie „własnego łajna” (Kolberg, t. 7, s. 75). Atakom zmory mogły także zapobiegać praktyki o charakterze chrześcijańskim, takie jak modlitwa, posiadanie przy sobie różańca, świętego obrazka, medalika czy książeczki do nabożeństwa, wykonywanie znaku krzyża (np. spanie ze skrzyżowanymi na piersiach rękami lub ze skrzyżowanymi nogami, żegnanie się przed snem lub kreślenie znaku krzyża nad łóżkiem,) lub wykorzystywanie poświęconych przedmiotów (np. stawianie wody święconej obok łóżka, okadzanie pokoju święconymi ziołami, obrysowywanie łóżka święconą kredą, wkładanie niemowlętom do kolebki kawałka wosku z gromnicy). W przypadku gdy wiedziano, iż zmorą jest dusza zmarłego, zalecano też zamówienie mszy w intencji tej osoby, najlepiej w kilku różnych kościołach. Analogiczny, choć nie tak bogaty zestaw zabiegów apotropeicznych dotyczył również zabezpieczania zwierząt gospodarskich przez szkodliwą działalnością zmór. Służyć miało temu np. umieszczanie w stajni czarnego barana, zawieszanie nad żłobem lustra, zawieszanie nad budynkiem stajni drapieżnego ptaka zabitego w wigilię Bożego Narodzenia, obrysowywanie stajni święconą kredą, wiązanie na szyi zwierząt czerwonej wstążki czy wreszcie smarowanie ich grzbietów kałem.

Powyższe zabiegi miały przeciwdziałać atakom zmory. W ludowych wyobrażeniach nie ma natomiast zgody co do tego, czy w momencie samego ataku ofiara mogła się jeszcze jakoś bronić. Z jednej strony istnieje silne przekonanie, że w takiej sytuacji człowiek (także zwierzę) pozostaje całkowicie bezbronny, nie jest w stanie się ruszyć ani nawet głośno krzyknąć, by sprowadzić pomoc, aczkolwiek równolegle wskazywano na kilka skutecznych sposobów budzenia zaatakowanej przez zmorę osoby (np. oblewanie jej wodą, wołanie po imieniu, zapalanie światła). Z drugiej strony w folklorze pojawia się bogaty zespół podań wierzeniowych, skupionych wokół motywu interakcji, do jakich mogło dojść między zmorą a jej ofiarą w trakcie ataku. Tego rodzaju wątki podaniowe przedstawiają zwykle historię pokonania demona, który zostaje w jakiś sposób okiełznany czy przechytrzony. Częściowo mamy tu przy tym do czynienia z motywami, które pojawiają się w próbach rozpoznania człowieka-zmory. Chodzi przede wszystkim o dwa podstawowe sposoby na jej złapanie. Pierwszy polegał na skrępowaniu jej lub przekłuciu czy przybiciu za pomocą stalowych lub poświęconych przedmiotów (nóż, igła, pas św. Franciszka). Drugim było uniemożliwienie jej ucieczki. Zmory potrafiły przedostawać się do zamkniętych pomieszczeń w różny sposób: przez dziurkę od klucza, komin, okno lub drzwi albo wręcz przez jakąkolwiek szparę. Charakterystyczne było zarazem wierzenie, że istota ta może opuścić pomieszczenie tylko tą samą drogą, którą do niego weszła. Dlatego też starano się zlokalizować to przejście i w jakiś sposób je zablokować, zanim demon zdążył uciec. Ostatecznie możliwe więc było jego schwytanie, uwięzienie i bicie albo czekanie do rana aż wróci do swojej ludzkiej postaci, a następnie wymuszenie obietnicy, iż nie będzie już więcej dręczyć swej ofiary. W takich sytuacjach zalecanym sposobem było też posiadanie przy sobie kłódki, którą należało otworzyć, a następnie zamknąć i w ten sposób na zawsze uwięzić demoniczną istotę, uniemożliwiając jej dalszą działalność. Inną skuteczną metodą odparcia ataku miało być zawołanie na zmorę po imieniu, ponieważ czuła się ona „zdekonspirowana” i nie wracała już do swej ofiary. Uważano również, że „zmora nie lubi słuchać klątw, więc trzeba dobrze na nią zakląć, gdy przyjdzie, a uwolni się człowiek od niej na zawsze” (Udziela 1900, s. 410).

Złapana podczas ataku zmora mogła jednak także stać się sługą swej ofiary i wykonywać jej rozkazy, dopóki nie udało jej się uciec, jak w opowieści:

Chłop jeden mając się żenić, z dziewką, nie ożenił się z nią dla pewnych przeszkód, tylko później z inną. Dziewka także poszła za mąż za innego i była kumoszką dawnemu swemu kawalerowi […]. Otóż kumoszka ta, jak się później pokazało, była zmorą, i przychodząc w nocy do tego chłopa i jego żony, raz z niego, drugi raz z niej krew ssała, tak że obydwoje małżonkowie sen mieli bardzo ciężki. Doradzili im ludzie, żeby złapali zmorę na pasek św. Franciszka. Ponieważ zmory […] jedną tylko dziurą wnijść do izby mogą i tą samą muszą wyjść koniecznie, która weszły, więc chłop zmiarkował, którą to dziurą wiatr zaszumiał, gdy zmora wchodziła, a potem wychodziła od jego żony, i zaczaiwszy się, gdy weszła, złapał ja na pasek św. Franciszka. Zmora schwytana przemieniała się w różne postaci; widząc wszakże, że mu nie ucieknie, zamieniła się po północku w kobyłę. Chłop z paska św. Franciszka zrobił uździenicę i na tej kobyle przez 7 lat jeździł do lasu. Zmora zmuszona być kobyłą, oczywiście w nocy już doń więcej nie przychodziła. Nareszcie zepsuła się z paska zrobiona uździenica; chłop użył powrosła, lecz to nie skutkowało i kobyła z pola mu uciekła (Kolberg, t. 7, s. 70).

Istniała wreszcie grupa podań mówiących o ślubie z kobietą-zmorą (T 4010 „Zmora żoną”). Wątek ten posiadał zazwyczaj następujący schemat: 1. Mężczyzna dręczony przez zmorę, najczęściej za radą osób trzecich, zatyka w nocy dziurkę od klucza. 2. Rano okazuje się, że leży przy nim piękna, młoda dziewczyna, która prosi go, żeby odetkał dziurkę od klucza, aby mogła odejść, on jednak tego nie robi. 3. Mężczyzna żeni z dziewczyną i mają dzieci. 4. Ktoś przypadkowo lub za namową żony-zmory, odtyka dziurkę od klucza, kobieta natychmiast ucieka, by już więcej nie wrócić do męża.

Tylko część relacji na temat zmory posiada charakter bardziej rozbudowanych fabulatów (rzadziej memoratów) i tym samym uznawana jest przez folklorystów za podania wierzeniowe i umieszczana w katalogach wątków bajkowych (T 4010, T 4011). Pozostałe przekazy klasyfikowane są jako tzw. „informacje o wierzeniach”, czyli notowane przez etnografów, opinie, poglądy i potoczne relacje na temat demonów. Wierzeniowy status narracji o zmorze ulegał ewolucji począwszy od połowy XIX w. Głęboka wiara w realne działanie tej istoty stopniowo ustępowała miejsca relacjom bardziej zdystansowanym, w których narratorzy przyjmowali konwencję opowieści o „dawnych czasach” i zdarzeniach autentycznych, ale dziś już „rzadko spotykanych”. W nowszych relacjach pojawiają się też próby racjonalizacji prezentowanych zdarzeń, np. w kategoriach sennych koszmarów: „Dziś po latach gdy analizuję tamte przeżycia, poczytuję je obecnie za dziwne sny. Wtenczas jednak wierzyłem, że napastowały mnie zmory” (Gaj-Piotrowski 1993, s. 162). Wynikiem rosnącego sceptycyzmu są również transformacje gatunkowe opowieści o zmorze, które przybierają nierzadko postać humoresek:

W pewnym dworze tak okropny strach ogarnął czeladź przed morą […]. Co dzień kilku parobków lub dziewek zaniemagało, a skarżyło się, że ich co noc mory duszą. Wyjaśniła się w końcu rzecz cała. Od niejakiego czasu dawano przez kilka dni mięso wraz z kluskami na południe i wieczerzę (a mięsa było dostatek z bydła przepasionego koniczyną). Póki starczyło mięsa i klusek na wieczerzę, mory okropnie dusiły, skoro go nie stało, mory jakby wymiótł ze wsi (Kolberg, t. 15, s. 40).

Zmiany statusu opowieści o zmorach są przykładem typowych procesów zachodzących w obrębie ludowych narracji wierzeniowych, które wraz z dezintegracją światopoglądu tradycyjnego są parodiowane w obrębie swego macierzystego kontekstu kulturowego, a następnie stają się elementem folkloru dziecięcego i rezerwuarem motywów dla kultury popularnej. W przypadku zmory proces ten uległ jednak istotnej modyfikacji, postać ta jest bowiem obecnie tematem spontanicznych wypowiedzi umieszczanych na licznych internetowych forach dyskusyjnych. W wypowiedziach tych prócz częstych ujęć humorystycznych i sceptycznych pojawia się także całkiem sporo głosów potwierdzających autentyczną wiarę w realne istnienie i działanie omawianego demona. Zmora jest więc cały czas elementem żywej tradycji narracyjnej w obrębie współczesnego folkloru internetowego, a zarazem stanowi jedną z ważniejszych postaci aktualnych wierzeń demonicznych, których kontekst uległ jednak zasadniczej zmianie. Wierzenia te w niewielkim stopniu odwołują się bowiem do tradycyjnego światopoglądu ludowego, ich kontekstem jest częściej system wyobrażeń chrześcijańskich (zmora jako forma działania Szatana) albo też niejednorodny zespół popularnych koncepcji ezoterycznych o podłożu gnostyckim (zmora jako wampir energetyczny, syndrom eksterioryzacji albo tzw. „przejęcia”, czyli zawładnięcia ciałem przez duchy poszukujące ludzkiej powłoki).

Bibliografia

Źródła: Gaj-Piotrowski W., Duchy i demony w wierzeniach ludowych z okolic Stalowej Woli – Rozwadowa i Tarnobrzega, Wrocław 1993; Kolberg O., Dzieła wszystkie, t. 7, t. 15; Kosiński W., Materiały etnograficzne zebrane w różnych okolicach Galicji zachodniej, MAAE, 1904, t. 7;Patock J., Kaszubskie wierzenia ludowe, „Gryf” 1933, t. 9, nr 2; Udziela S., Świat nadzmysłowy ludu krakowskiego, „Wisła” 1900, t. 14.

Opracowania: Bohdanowicz J., Demonologia ludowa. Relikty wierzeń w strzygonie i zmory, „Literatura ludowa” 1994, nr 2; Czyżewski F., Zmora, „Etnolingwistyka” 1988, t. 1; Grochowski P., Zmora w internecie. O statusie współczesnych wyobrażeń demonicznych, „Kultura i Społeczeństwo” [w druku];Grochowski P., Staroń P., Zmora. O heterogeniczności ludowych wierzeń demonicznych, [w:] Horror w badaniach kulturowych, red. D. Brzostek, Toruń [w druku]; Hufford D., The Terror That Comes in the Night. An Experience-Centered Study of Supernatural Assault Traditions, 1982; Jauhiainen M., The type and motif index of Finnish belief legends and memorates, 1998, FFC 267; Klintberg B., The types of the Swedish folk legend, 2010, FFC 300; Pełka L. J., Polska demonologia ludowa, 1987; A. Przybyła-Dumin, Proza folklorystyczna u progu XXI wieku na podstawie badań terenowych. Monografia,2013; Thompson S., Motif-index of folk-literature: a classification of narrative elements in folktales, ballads, myths, fables, mediaeval romances, exempla, fabliaux, jest-books and local legends, vol. 3, 1956.

Piotr Grochowski