en

Polska bajka ludowa

Słownik

red. Violetta Wróblewska

Słowo w bajce ludowej

Odzwierciedla znaczenie mowy w kulturze ludowej. Mityczny system światopoglądowy cechuje nieostre rozgraniczenie słowa (nazwy) i rzeczy (istoty), znaku i denotatu, całości i części, jedności i wielości. Jedno jest wszystkim i wszystko jest jednym (Tomicki 1987, s. 246). Słowo traktowane jest jako byt fizyczny (Engelking 2000, s. 74), ma absolutną wartość (Bystroń 1980, s. 205). Związek słowa i rzeczy utrwaliła etymologia, polskie „rzecz” pierwotnie znaczyło „mowa, słowo” (Engelking 2000, s. 71). Słowa jako byty fizyczne były niezależne od człowieka, np. ich przetrzymywanie mogło być niebezpieczne. Nieszczęście mogło sprowadzić np. zatrzymanie informacji o → śmierci sąsiada. Wiadomość taką → sąsiedzi z prawej i lewej strony → domu → zmarłego podawali kolejnym sąsiadom tak, by mogła ona obejść całą wieś przed zachodem → słońca (Biegeleisen 1930, s. 199). Słowa w tradycji ludowej są traktowane jako materialne, nie tylko te wymówione, ale także tylko pomyślane. Materialne słowo powoduje materialne skutki (Engelking 2000, s. 74), np. ugryzienie się w język sugeruje, że pierwsze owo, które miał ktoś powiedzieć, byłoby kłamstwem (Kolberg 1970, s. 410). Słowa jako byty materialne mają swój aspekt przestrzenny. Zapomniane słowa można odnaleźć w miejscu, w którym się je zostawiło (Kolberg 1970, s. 409).

Słowa jednocześnie są aktem, zawierają coś twórczego. Słowo budzi niebezpieczną lub dobroczynną moc, może być czarem. Kto wypowiada słowa, ten wywiera wpływ, ale także naraża się. Kto wypowiada słowa, wprawia w ruch moce (Leeuw 1978, s. 448). Wypowiedziane słowa mają szczególną moc sprawczą, spełniają się, uobecniają, przywołują to, do czego się odnoszą (Engelking 2000, s. 75). Pokazuje to naturalny związek między nazwą i desygnatem. Słowa, które wiążą się z przedmiotem, nie są jego oznaczeniem, lecz jak gdyby jego częścią (Bystroń 1980, s. 205). Znając czyjeś imię, można z osobą, do której ono należy, robić różne czary. Z imieniem wnika się w istotę rzeczy, nazwać coś, znaczy tyle, co opanować, stworzyć. Wymówienie imienia przywołuje nazwanego. Nazwany, przywołany imieniem, otrzymuje moc nad wołającym, dlatego złego ducha i pewnych zwierząt z nim kojarzonych, np. → zająca, → wilka, nie nazywa się po imieniu (Biegeleisen 1927, s. 241), np. zamiast „wilk” mówiono „zwierz”. Myśliwi nazywają zająca „kotem” lub „szarakiem”, niektórzy – „śpiochem”. Nie można wymawiać w domu słowa „zając”, ponieważ domownicy spaliby z otwartymi oczami. Podobnie nie wolno wymawiać słowa → „żaba”, lecz „wesełucha” – dzięki temu świat będzie tak wesoły, jak ona rechoce. Na Mazowszu uważano, żeby przy małym → dziecku nie wymawiać słowa „żaba” lub „żabka”. Nazywanie kilkulatka w ten sposób skutkowało opryszczeniem jego ust lub przyrośnięciem języka w kształcie żaby i seplenieniem. Antidotum na nazwanie dziecka żabą jest wymówienie przez → matkę słów „Czosnek pod językiem”. Podobnie nie wymieniano nazwy choroby określanej jako padaczka. O człowieku chorym na nią mówiono, że „złapał go przypadek – niech śpi ziemia święta”. W kulturze ludowej imię jest czymś konkretnym, często świętym; jest kluczem do wewnętrznej istoty nienazwanego bóstwa, → diabła, człowieka i narzędziem panowania nad nimi (Biegeleisen 1927, s. 242). Według ludowej filozofii mowy każda rzecz ma swoją, sobie przypisaną nazwę. Etyka wymaga więc, by odnosić nazwy do właściwych rzeczy, by nazywać je po imieniu, dlatego nazwanie dziecka „żabą” powoduje, że nabiera ono cech żaby. Żabą nazwane jest coś, co nią nie jest, więc nazwa nie mogła się harmonijnie połączyć z przypisanym jej desygnatem. W kulturze ludowej nie ma „pustych” słów, więc słowo musi się zmaterializować, odnaleźć jakiś desygnat, czyli dziecko, które tak zostało nazwane (Engelking 2000, s. 76).

Są przedmioty, które bez nazwania ich nie są jeszcze zupełne; dopiero gdy wymówi się ich nazwę, nabierają określonej mocy; zależnie od nazwy, jaką się nada, moc ta może być rozmaita. Tak dzieje się w przypadku rośliny zwanej „wilczą jagodą” lub „pokrzykiem”. Jej nazwy zależą od intencji wykopującego ją. Jeśli ma być użyta w złym zamiarze, nazywa się ją „matryguną” lub „nimycią”, jeśli w dobrym – „caryczką”. Gdyby ktoś, kopiąc ziele na dobry użytek, nazwał ją „matryguną”, nie miałaby dobrych właściwości. Aby zioło dobrze zadziałało, należy wykonać szereg czynności. → Kobiety na miejsce, gdzie rośnie, zabierają wódkę, chleb, pierniki, cukier i biesiadują. Kopiąc roślinę, przemawiają do niej „moja caryczko”, obejmują ją i pieszczą. Jeśli roślina ma mieć przeciwne właściwości, kopiąc ją, należy złorzeczyć, kląć i nazywać ją „matryguną” (Gustawicz 1882, s. 229).

Moc słów zależy od rytuału werbalnego. Nazwy nadane przedmiotowi nadają mu też określony charakter. Rytuał werbalny może być pozytywny, wtedy gdy wymaga się wymawiania pewnych słów, aby przez ich wymawianie urzeczywistnić pewne przedmioty czy zjawiska. Negatywny rytuał dotyczy sytuacji, kiedy unika się wymawiania pewnych słów, by przez ich wygłaszanie nie sprowadzać tych skutków (Bystroń 1980, s. 206). Rytuał negatywny dotyczy więc unikania pewnych słów, np. nazw zwierząt, by ich cechy nie przeszły na ludzi, którzy się takimi słowami posługują (Bystroń 1980, s. 209) lub do których te słowa są stosowane. Rytuałem negatywnym obejmowane są zwierzęta: zając, żaba, wilk oraz nazwy chorób, wyrazy: śmierć i umrzeć, nazwy złego ducha, diabła. Rytuał negatywny związany jest z tabu językowym rozumianym jako zakaz podejmowania pewnych tematów bądź wypowiadania niektórych wyrazów uwarunkowany normami kulturowymi obowiązującymi w danej grupie (Krawczyk-Tyrpa 2001, s. 14). W kulturze ludowej sfera zjawisk tabuicznych, o których nie wolno było głośno mówić, by nie zakłócać istniejącego porządku, nie powoływać do istnienia zjawisk nieczystych i nie prowokować sił demonicznych do niebezpiecznej dla człowieka aktywności, obejmowała m. in. seksualność człowieka (Wróblewska 2012b, zob. Netografia).

Słowa działają, robią, wytwarzają, osiągają (Malinowski 1987, s. 100). Takie ich ujmowanie wynika z nieprzejrzystości znaku językowego. Forma znaku językowego (signifiant) traktowana jest jako byt fizyczny, który nie kieruje uwagi ku temu, co znaczy i oznacza, ale istnieje sam w sobie. Takie „nieprzejrzyste” znaki (symbole indeksowe) są właśnie imionami. Mają charakter metonimiczny, tzn. oznaczając rzeczy, są z tymi rzeczami jednocześnie jakby zrośnięte, są ich częściami. Znaki językowe przestają pełnić funkcje reprezentowania, są tym, co oznaczą. Żaba jest więc słowem referencjalno-ewokującym, czyli odnosi się do rzeczy i tę rzecz przywołuje. (Engelking 2000, s. 78).

Nazwa jest ściśle związana z rzeczą oznaczaną. Związek ten określany jest jako relacja przyległości. Na podstawie prawa kojarzenia wyobrażeń i tzw. sympatii utworzone między przedmiotami subiektywne związki stają się dla człowieka pierwotnego obiektywnymi, tj. nabierają realnej wartości. W ten sposób powstała wiara, że za pomocą stosownego oddziaływania na imię, obraz, cień człowieka lub rzeczy można na te osoby i rzeczy mieć wpływ (Biegeleisen 1927, s. 242). Moc słowa związana jest z magią sympatyczną: opartą na prawie podobieństwa magią homeopatyczną (podobne powoduje podobne) oraz opartą na prawie styczności magią przenośną (rzeczy, które kiedyś pozostawały w kontakcie, działają nawet wtedy, gdy związek fizyczny przestał istnieć; zob. Frazer 2002, s. 18-49).

Słowa mają skutek twórczy, zazwyczaj pośredni. Słowa, szczególnie sakralne, oddziałują przez wprowadzenie w ruch pewnych sił nadprzyrodzonych. Słowa mają charakter pragmatyczny. (Malinowski 1987, s. 100). Mogą oddziaływać w trojaki sposób: stwarzać, ochraniać lub odczyniać (Engelking 1991, s. 75-87).

Funkcję odczyniania realizują przede wszystkim formuły magiczne stosowane w lecznictwie ludowym. Formuły te, określane jako zamowy lub zamówienia znachorskie, musiały być dokładnie odtworzone i połączone z szeregiem aktów niewerbalnych, np. przy leczeniu róży (Wójtowicz 2002, s. 204).W tekście zamawiający zakłada, że możliwy jest kontakt (typu magicznego) pomiędzy nim a adresatem jego wypowiedzi, czyli konkretną chorobą, która jest wzywana – jak człowiek – imiennie, a wypowiedź ma charakter aksjologiczny – negatywny (Adamowski 2006, s. 9).

Formuła słowna będzie miała moc sprawczą tylko wtedy, gdy towarzyszyć jej będą istotne elementy: wspólny dla znachorki i pacjenta paradygmat rzeczywistości, czyli przekonanie, że ten sposób leczenia jest skuteczny; odpowiedni czas – przed wschodem słońca, który traktowany jest jako mediacyjny, przynależny jednocześnie do jasności i ciemności; symboliczne przedmioty: czerwona chustka, której kolor sygnalizuje krew i ma właściwości apotropeiczne; oraz trzykrotnie (→ Troistość) powtarzane słowa (Wójtowicz 2002, s. 205). Formuły słowne występujące w zamówieniu znachorskim mają charakter magiczny, są wypowiedzią, która realizuje ideę rytualnego powtórzenia. Reprodukcja tekstu połączona jest z wiarą w sprawczą moc słowa i towarzyszących mu gestów, które zamawiają zło, a chronią życie (Niebrzegowska-Bartmińska 2007, s. 194).

W lecznictwie ludowym słowo było wymawiane ściszonym głosem, co podkreślają nazwy osoby leczącej, np. „szeptunka”. Wierzono, że dzięki szeptom dochodzi do nawiązania bliskiego kontaktu ze sferą zaświatową, z której pochodziła większość chorób (Wróblewska 2012a, zob. Netografia). Lecznicze słowa wyróżniały się przede wszystkim sferą brzmieniową i jej organizacją. Zamawiania zazwyczaj składały się z wyrazów pochodzenia obcego, a niekiedy z ich ciągów, których znaczenia pozostawały tajemnicą. Niekiedy tworzono zbitki słów, nie mających swych desygnatów w rzeczywistości, np. alrakadelaj, habara fahara czy sadu maris (Udziela 1886).

Słowo pełni także funkcje sprawcze w → bajce ludowej. W → bajce ajtiologicznej moc stwarzania nowej rzeczywistości ma słowo wypowiadane przez Pana → Jezusa, → Matkę Boską lub → świętych, np. w wątku T 2503 „Koń zawsze głodny”, T 2442 „Ucieczka świętej rodziny do Egiptu”, T 2651 „Osika i leszczyna” lub T 2502 „Młynarz niedźwiedziem”:

Gdy Pan Jezus chadzał po ziemi, przysed do jednego młynarza, ale on myśląc, ze Pan Jezus ubogi, chce jałmużny, wdział na się wełną do góry kożuch i strachał Pana Jezusa, a Pan na to: „Bądź-ze straszydłem do sądu ostatecznego”. I tak się stało; młynarz został odmieniony w miedźwiedzia (T 2502; Pleszczyński 1893, s. 155).

Słowo w bajce (→ legendzie) ajtiologicznej określane jest jako słowo-zdarzenie. W → podaniu wierzeniowym słowo przede wszystkim stwarza (dziecko nazwane żabą nabywa cech żaby) lub ochrania, np.

Powietrze w postaci niewiasty w białe szaty przybranej na wysokim wozie o dwóch kołach objeżdża wiejskie osady i ulice miasta. Gdy przed dom który przybyła, pukając zapytywała: „Co robicie?” Kiedy odpowiedziano: „Nic nie robiemy, tylko Boga chwalemy” ponurym dodawała głosem: „Chwalcież go na wieki” - i w tym domu zaraza nie panowała. Gdy zaś wieczorem gdzie przybyła, a na zapytanie: „Czy śpicie?” odpowiedziano: „Spiemy”, wtedy rzekła: „Śpijcież na wieki!” I całe wymarło domostwo (T 7080 „Zwiastunka pomoru”; Kolberg 1970, s. 342).

Słowo, połączone z odpowiednim rekwizytem, np. przedmiotem należącym do zmarłego, może także odczyniać lub zapobiegać pewnym niepożądanym sytuacjom, np. ochronić pole od myszy i wróbli (Biegeleisen 1930, s. 87). W → bajce magicznej słowa stwarzają, np. określone formuły nadają mocy pewnym przedmiotom, jak w wątku T 400C „Trzy noce męczarni”. Protagonista zabiera napotkanym → zbójnikom niezwykłe buty, których moc ujawnia się po wypowiedzeniu zaklęcia:

[…] buty do prędkiego chodzenia. Kto ich obuje a rzeknie: Ho, butki, sto mil! Tak na razy kroczy sto mil (T 400C; Malinowski 1973 (1900-1901), s. 132).

Słowa („Ho, butki, na sto mil”) mają moc sprawczą. Dzięki zaklęciu buty zyskują niezwykłą moc. Podobnie w wątku T 450 → „Brat baranek” braciszek zamieniony w baranka słowami:

Wypłyń, wypłyń, złotę kaczę, Twoje dziecię bardzo płacze (T 450; Sarnowska 1894, s. 800),

przywołuje → siostrę, która została utopiona przez rywalkę i zamieniła się w → złotą kaczkę. Po tych słowach zamienia się w kobietę i karmi dziecko.

Słowo w bajce magicznej nie tylko ma magiczną moc, ale także ma swoją wartość. Dane słowo stanowi zobowiązanie, które musi być dotrzymane, np. w wątku T 440 „Królewicz wąż”:

Był jeden król; i miał trzy córki. Król był chory na oczy. Niedaleko od dworu stojała studzienka, ale nikt z ni wody ni móg brać, bo tam w ni siedział wąż zaklęty i powiedział że nikomu wody nie wolno brać, tylko ty (tej) chtóra będzie jego żoną. […]

Dopiro najmłodsza jak poszła po wodę, tak powiedziała: „Będę!” I ślubowała mu, a ón pozwolił ij wody wziąść. Przemył ojciec tą wodą oczy i przewidział. A ta córka myślała, że wąż ten wcale tam nie przydzie. Aż tu na wieczór, przychodzi ón wąż pode drzwi i woła: „Otwieraj my żono, boś my ślubowała.” Wtenczas mu ona otworzyła. Jak wszed, mówi, żeby mu jeść dała. Óna wziena skorupki i troche mu klusek dała. Potem on powiada żeby mu posłała, bo tu będzie spać. Óna mu za piecem trochę grochowin rzuciła i posłała. A ón woła i chce na łóżku spać. Wziena, i w nogach mu posłała. W nocy przemienił się w pięknego chłopca (T 440; Kolberg 1867, s. 122).

Każde słowo w kulturze ludowej, a więc także w bajce ludowej, kształtuje ludzkie działanie i kieruje nim w sytuacji zagrożenia. Jedna osoba oddziałuje na organizm drugiej i pośrednio na otaczające środowisko. Słowo jest aktem tak samo pełnym mocy, jak uścisk ręki (Malinowski 1987, s. 105), np. w wątku T 330B „Stary żołnierz i diabli” słowa: „Do torebeczki”, powodują, że otrzymana w darze od Pana Jezusa sakiewka „wchłania” to, czego chce mówiący:

A Pan Jezus mowi: „Odpocznijmy tu”. I posiadali pod jodką. „Wojaczku, obdarzyłjeś moje sługi, a my cie także obdarzymy. Masz tu torbeczke, gdy przydzjesz w jakie nieszczynście, choćby i z dyebłami, otwórz torbeczke, wymów te slowa: »do torbeczki«; wszytko sie tam w nij umieści.” - A św. Picter dał mu laske: „Neści te laske, a co w ty torbeczce bedzie, tą laską pierz, co sie zmieści, a wszytko na miazge wytłuczesz” (T 330B; Gustawicz 1901, s. 253).

Podobnie działa słowo „przylgnij” w bajce magicznej, w której → pan nakazuje chłopu wykonanie w ciągu jednej nocy różnych rzeczy: wystawić płot żelazny wokół domu, zrobić kanał z karpiami w ogrodzie i zrobić hemp-hamp. Biednemu chłopu pomaga tajemniczy nieznajomy, który w finale okazuje się diabłem. Przy ostatnim zadaniu obdarowuje on → biedaka → przedmiotem magicznym – różyczką, uruchamiającym zaklęcie:

Ułomał różczke z ty brzózki ten zielony chłop: na masz te różyczkę, a jak kopniesz tą różyczką i będziesz mówił: przylgnij! to óno wszystko przylgnie; jak znou szaśniesz tą różyczką i będziesz mówił: odelgnij! to też to odeknie znownuj (T 330B; Kolberg 1881, s. 235).

Zaklęcia, pozwalające → bohaterom uzyskać dostęp do pożądanych informacji lub dóbr (Wróblewska 2002, s. 218), pojawiają się także w bajce T 563 → „Dary wiatru północnego”, w której każdy z trzech → braci po rocznej służbie u napotkanego → starca otrzymuje przedmiot magiczny uruchamiany odpowiednią formułą. Pierwszy dostaje obrus:

Jak tylko powiesz: „Obrusiku rozwiń się!” – tak zaraz ci się obrus rozwinie, a na nim będą stać potrawy o jakich pomyślisz (T 563; Kolberg 1867, s. 112).

Po drodze bohater wstępuje do → karczmy, w której karczmarka kradnie mu magiczny przedmiot. Drugi brat otrzymuje za służbę u tego samego dziadka kuraszka:

Jak tylko powiesz: „kuraszku strzepnij się!” To ón się wstrzepnie i dużo pieniędzy wyleci z niego (T 563; Kolberg 1867, s. 112).

Z kuraszkiem dzieje się to samo, co wcześniej z obrusem. Karczmarka podmienia go na zwykły. Trzeci, najgłupszy brat, za służbę otrzymał trzy niezwykłe kije:

Jak ci chto krzywdę zrobi, to tylko powiedz: „Kije bijcie” – a kije wylecą i będą go bić” (T 563; Kolberg 1867, s. 113).

Formuła słowna uruchamia magiczne przedmioty. Słowo może więc stworzyć rzeczywistość pozytywną, powodować dobre rzeczy, ale też może czynić zło, np. w wątku T 451 → „Siedem kruków” → klątwa rzucona przez matkę powoduje zamianę jej synów w → ptaki:

Matka […] zaklęna ich, żeby tak polecieli jak to ptastwo leci; żeby óni razem niem polecieli. Tak też Pan Jezus dał, że óni polecieli z niemy (ptakami), i nie widzieli ich już bez sidem lat ani ojciec, ani matka, ani siostra (T 451; Kolberg 1867, s. 123).

Moc odczyniania ma w bajce magicznej → milczenie, np. w wątku T 400C „Trzy noce męczarni” bohater spotyka matkę i trzy księżniczki, które mówią mu, by przez trzy noce milczał, niezależnie od tego, co się będzie działo:

Jesi trzy nocy tu wybędziesz a wytrwasz, cobyć nie przemówił, potem się będziesz miał dobrze, ty i my. Wielki strach miał będziesz, ale się nie nie bój, bo się ci nic nie stanie (T 400C; Malinowski 1973 (1900-1901), s. 119).

Dzięki zachowaniu milczenia przez trzy dni, bohater odczarowuje Różowe Miasto i zyskuje rękę → królewny. Milczenie wiąże się z samotnością bohatera, podkreśla stan mediacyjności, w jakim się on znajduje. Protagonista nie przynależy już do starego porządku, co symbolizuje opuszczenie domu, ale jeszcze nie dotarł do nowego miejsca zamieszkania, więc jeszcze nie wie, kim jest i kim się stanie na końcu podróży. Milczenie jest więc znakiem wyłączenia ze wspólnoty, a jednocześnie zbliżenia do tego, co nieznane (Wróblewska 2012, s. 223). Taką funkcję pełni brak słowa także w wątku T 451. W opowieści tej słowo (klątwa) matki na swój sposób narusza porządek rzeczywistości, brak słów siostry (ma nakaz milczenia przez siedem lat) przywraca go, jakby zgodnie w zasadą odwrotności czy opozycyjności wpisaną w ludową wizję świata. Sytuujące się na przeciwległych biegunach: mowa – brak mowy, dojrzałość (bycie matką) – niedojrzałość (niebycie matką), w finale wzajemnie się dopełniają (Wróblewska 2012, s. 225). Słowo (lub brak słowa) w bajce magicznej stwarza więc nie tylko nową rzeczywistość fabularną, ale także stwarza bohatera, prowadzi do osiągnięcia przez niego dojrzałości. Dotrzymanie słowa i wypowiadanie określonych słów, mimo realnego zagrożenia utraty życia i pozornej głupoty, stanowi próbę dla bohatera lub bohaterów bajki, np. w wątku T 360 „Trzej bracia – trzy frazesy” siwy chłop mówi do trzech wędrowców:

Ja zrobię, że wy trzej będziecie mieli pełną torbę dukatów, ale wy musicie przyrzec trzy dni nic nie gadać. Gdy będziecie pytanie, wtedy pierwszy z was musi rzec: „My trzej”, a drugi „Za pieniądze!”, a trzeci: „To było dobrze” (T 360; Lorentz 1924, s. 772).

Karczmarz zabija → bogatego kupca, trzej wędrowcy widzą to, ale nie mogą nic powiedzieć. Gdy przyjeżdża żandarm, zabójca zrzuca winę na wędrowców. Żandarm pyta: „Kto zabił?”. Pierwszy odpowiada: „My trzej”. Pyta: „Czemu?”. Drugi odpowiada: „Za pieniądze”. Na pytanie, czy nie żałują tego czynu, trzeci odpowiada: „To było dobrze”. To samo powtórzyło się w sądzie. Po trzech dniach bracia mogą już swobodnie mówić, więc prawda wychodzi na jaw.

W → bajce nowelistycznej o charakterze moralizatorskim ukazana jest materialność szczególnych słów. Trzykrotnie wypowiedziane, w których ubogi powołuje się na Pana → Boga, mają wartość dającą się zważyć, stawiając na szali trzy talary. Słowo bierze udział w wymianie darów: za → pieniądze pan otrzymuje trzykrotne podziękowanie. W wymianie uczestniczą więc dary rzeczywiste (pieniądze) i symboliczne (słowa). Słowa zapisane wydają się jeszcze bardziej znaczące niż słowa mówione:

Przyszed żebrak do pana o jałmużne. Tak ten pon miał mu dać dwuzłotowca (1/3 talara), a dał mu przez pomyłkę całego talara (jakoby trzy dwuzłotowce). Ten żebrak, jak mu pan dawał tego talara, powiedział trzy razy: Bóg zapłać! I idzie sobie dalij.

Ten pon, jak sie pomiarkował, kauzał wołać nazad tego żebraka, i powiada: ty stary, ja ci miał dać dwa złote, a ja ci dał całkiego talara, to-ć wróć mi go nazad – A żebrak mówi: Anie wróce, chyba mi pon wróci moje trzy razy: Bóg zapłać! – Pon powiada: O jakiś ty głupi, stary, co to jest: Bóg zapłać?, przecie i ja też moge trzy razy: Bóg zapłać! Powiedzieć; to nic: to wiatr. Tak ten żebrak powiada: nie, panie, bo to możno napisać; to niech mi pon te Bóg zapłać na karteczce trzy razy napisze, a ja te karteczke wezne i talara panu oddam.

Tak ten pan napisał na karteczce trzy razy: Bóg zapłać!, ale mu ji jeszcze nie dał i smiejąc sie powiada: czekaj stary, bedziemy te kartecke i tego talara ważyć: co ciesze (cięższe) jest? Jeżeli karteczka przeważy, toś talara wygrał. – Włożył tego talara i te karteczke na wage; więc szalka z karteczką spadła, a ten talar na drugij szalce ani drgnoł, ni móg tej karteczki zważyć. Tak dołożył jeszcze drugiego talara do tamtego na szalce, ale i tak jeszcze karteczki nie zważył. Tak dołożył jeszcze i trzeciego. I dopiero obniżyła sie szalka tak, że w równości było z kartką.

Tak ten pon powiada do żebraka: weź ty te trzy talary i idź z Bogiem, a karteczki ci już nie dam; będe patrzyć na nią i wierzyć będe pókim żyw, jak wiele twoje: Bóg zapłać! znaczyło (brak w PBL, Kolberg 1881, s. 178).

W bajkach ludowych pismo (→ List) traktowane więc jest jako przedłużenie działania słowa mówionego i jego wzmocnienie, czego dowodzi np. zwyczaj wkładania pod język nieboszczyka, podejrzanego o bycie → upiorem, kartki z imieniem „Jezus”. (Wróblewska 2012c, zob. Netografia).

W ramach magicznego obrazu świata w jego pierwotnej, integralnej postaci wszystko, co zostało wypowiedziane, ma ważność właśnie dlatego, że zostało wypowiedziane. Magiczna funkcja języka — przynajmniej w określonych sytuacjach — uniemożliwiała wysłowienie błędnego sądu, gdyż każde twierdzenie tworzy tu rzeczywistość, do której się odnosi. Świat „dostosowuje się” do wypowiadanych słów, sądów (twierdzeń) i narracji (Kajfosz 2009, s. 210).

Bibliografia

Źródła: Gustawicz B., Podania, przesądy, gadki i nazwy ludowe w dziedzinie przyrody, ZWAK 1882, t. 6; Gustawicz B., O ludzie podduklańskim w ogólności, a Iwoniczanach w szczególności, „Lud” 1901, t. 7; Lorentz F, Tekst pomorskie, z. 3, 1924; Kolberg O., DW, t. 3, 1867; DW, t. 14, cz. 4, 1881; DW, t. 42, cz. 7, 1970; Malinowski L., Bajki śląskie (1900-1901), 1973; Pleszczyński A., Bojarzy Międzyrzeccy, 1893; Sarnowska H, Dwie bajki z Łowicza, „Wisła” 1894, t. 8, Udziela S., Materyjały etnograficzne z miasta Ropczyc i okolicy, 1896.

Opracowania: Adamowski, Zamawiania znachorskie jako gatunek tekstu (perspektywa komunikacyjna), „Twórczość Ludowa” 2006, nr 1-2; Biegeleisen H., Matka i dziecko w zwyczajach, obrzędach, praktykach ludu polskiego, 1927; Biegeleisen H., Śmierć w obrzędach, zwyczajach i wierzeniach ludu polskiego, 1930; Bystroń J. S., Przeżytki wiary w magiczną moc słowa, [w:] Bystroń J.S., Tematy, które mi odradzano. Pisma etnograficzne rozproszone, 1980; Engelking A., Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, 2000; Frazer J. G., Złota gałąź. Studia z magii i religii, przeł. Krzeczkowski H., 2002; Kajfosz J., Magia w potocznej narracji, 2009; Krawczyk-Tyrpa A., Tabu w dialektach polskich, 2001; Leeuw van der G., Fenomenologia religii, przeł. Prokopiuk J., 1978; Malinowski L., Ogrody koralowe i ich magia, 1987; Niebrzegowska-Bartmińska S., Wzorce tekstów ustnych w perspektywie etnolingwistycznej, 2007; Tomicki R., Mit [w:] Słownik etnologiczny, red. Staszczak Z., 1987; Wróblewska V., Magia słowa i magia milczenia w polskiej bajce ludowej, „Poznańskie Studia Slawistyczne” 2012, nr 3; Wójtowicz M., Magiczne funkcje słowa w przekazach ustnych w Lubelszczyzny – aspekt pozytywny, „Poznańskie Studia Slawistyczne” 2012, nr 3.

Netografia

Wróblewska V., Usta – mówienie, [hasło w:] Sensualność w kulturze polskiej, red. Bolecki W., 2012a, http://sensualnosc.bn.org.pl/pl/articles/usta-mowienie-928/ [dostęp: 20.07.2017]; Wróblewska V., Tabu seksualne – kultura ludowa,[hasło w:] Sensualność w kulturze polskiej, red. Bolecki W., 2012b, http://sensualnosc.bn.org.pl/pl/articles/tabu-seksualne-kultura-ludowa-316/ [dostęp: 20.07.2017]; Wróblewska V., Słowo a zmysły – kultura tradycyjna, [hasło w:] Sensualność w kulturze polskiej, red. Bolecki W., 2012c, http://sensualnosc.bn.org.pl/pl/articles/slowo-a-zmysly-kultura-tradycyjna-395/ [dostęp: 20.07.2017].

Marta Wójcicka