en

Polska bajka ludowa

Słownik

red. Violetta Wróblewska

Zapadłe karczmy/Zatopione dzwony

Popularne → wątki oraz → motywy występujące w ludowych opowieściach w wielu odmianach (wariantywnie zapadłe/zatopione → domy, wsie, → zamki, kościoły) i w różnych konwencjach gatunkowych (Wróblewska 2012, s. 33-47). Zazwyczaj mowa o obiekcie lub przedmiocie, który w wyniku → kary z Niebios zapada się nagle pod ziemię, zostaje zalany, niekiedy ulega zniszczeniu od uderzenia pioruna.

W → podaniach lokalnych o tego typu katastrofach (np. T 7070 „Zatopione dzwony”, T 7071 „Karczma zapadła”), rzadziej w → bajkach nowelowych (np. T 960B „Kara za zbrodnię po 30 latach”; Wróblewska 2007, s. 86, 109-112), przebieg fabularny jest schematyczny i opiera się na dwusekwencyjności zdarzeń, tj. → wina (niewłaściwe zachowanie ludzi) i kara (reakcja → zaświatów skutkująca zapadnięciem się lub zalaniem obiektu). Niekiedy jako element inicjalny bądź finalny przekazu występuje zdanie na temat zachowanego w danej miejscowości materialnego świadectwa tragedii (ruiny, jezioro, → góra) bądź sygnalizuje się istnienie nazwy własnej odsyłającej pośrednio do niebezpiecznego miejsca i do zdarzeń z przeszłości:

Na pastwisku, zwanem Studzieniec, stało dawniej miasto tej nazwy. W tem mieście był piękny kościół (T 7070; Udziela 1898, s. 222);
Gdzie dzisia jeziorko zabieckie (we wsi Żabce), tam kiedyś stał dwór (T 960B; Pleszczyński 1893, s. 156).

Gdy formuła tego rodzaju zostaje wprowadzona na początku przekazu, stanowi swoisty pretekst do snucia narracji i wyjaśnienia nietypowego ukształtowania jeziora bądź uzasadnienia oryginalnej miejscowej nazwy, natomiast w części finalnej opowieści tworzy rodzaj podsumowania wzmacniającego jej wymowę moralną. W pierwszym wypadku łączy się ze zjawiskiem bajkowego → historyzmu, w drugim – bajkowego → sacrum.

W ludowych nowelach motyw zapadnięcia się budowli zazwyczaj występuje na końcu opowieści jako kara będąca następstwem serii nieobyczajnych uczynków → bohatera, np. → morderstw i kradzieży. Z kolei w → bajkach magicznych, w których sporadycznie występuje jako drugorzędny element świata przedstawionego, np. T 302 „Dusza potwora w jaju (Dusza zewnętrzna)”, stanowi formę tajemniczego zaklęcia bohaterów za bliżej nieokreślone czyny:

Na tej wyspie był zamek zapadniony (T 302; Lompa 1965 (1843-1844), s. 44).

W dwóch ostatnich wymienionych konwencjach gatunkowych brakuje, w przeciwieństwie do podań, konkretyzacji miejsca i → czasu zdarzeń oraz relacji świadków (poza realizacjami wątku T 960B). Motyw zniknięcia jakiegoś przybytku z powierzchni ziemi nie służy wyjaśnieniu miejscowych osobliwości, co typowe dla opowieści lokalnych o charakterze ajtiologicznym, lecz jedynie urozmaica akcję, potęguje aurę → cudowności i wzmaga wymowę dydaktyczną przekazu.

W bajkach, aby zwiększyć dramatyzm opowieści, mowa o tym, że w trakcie katastrofy giną ludzie zgromadzeni w budynku, np. w → karczmie. Zgodnie z ludową moralnością na ocalenie może liczyć jedynie osoba odznaczająca się szczególną pobożnością:

Jaz tu sie zatrzęsła karcma, hukło okropnie i karcma sie zapadła ze wszyćkimi, ino ten ostoł, co klęknął przede progiem, a na to miejsce wysła woda wielgo i tamok jes teraz bagno bardzo mętne (T 7071; Udziela 1898, s. 222).

Niekiedy na powierzchni → wody bądź na brzegu powstałego w niezwykłych okolicznościach jeziora pozostaje nietknięty przedmiot związany z kultem religijnym (różaniec, krzyż, Pismo Święte bądź tajemnicza → książka) należący do wcześniej wizytującego gospodarstwo księdza (→ Duchowny):

Tam, gdzie dwór był, błyscy woda, i nie poznałby, ze jest to samo miejsce, ale na środku jeziorka widzi kępę, a na niej stoi stolicek, a na tym stolicku pasyjka i brewiarz, tak właśnie, jak go był księzyk połozył (T 960B; Pleszczyński 1893, s. 157).

Wymienione elementy oraz przebieg katastrofy wskazują na udział czynników nadprzyrodzonych, reagujących na niemoralne prowadzenie się mieszkańców domu lub miejscowości. W przekazach ludowych wśród negatywnie waloryzowanych uczynków mowa o niestosownym zachowaniu się wiernych w kościele, bluźnierstwach, rozpuście i nieprzestrzeganiu zasad Dekalogu:

Raz podczas odpustu zgromadziło się wiele okolicznej ludności w mieście. W tym czasie jakaś kobieta pijana, wychodząc z kościoła, wbiła sobie cierń do nogi i z bólu zawołała. – Bodaj się to miejsce zapadło! W tej chwili nie tylko kościół, lecz i całe miasto wraz z ludźmi zapadło się pod ziemię, a na tem miejscu powstał staw, który z czasem został osuszony i zamieniony na pastwisko (T 7070; Udziela 1898, s. 222);
Mieszkańcy byli bezbożni, matki czyściły brudne dzieci skórkami chleba, więc Bóg zgładził miasto (T 960B; Knoop 1894, s. 741);
Ojciec i konnica jego przejechali przez chłopca, który zginął pod kopytami końskimi. Gdy najeźdźcy wrócili z wyprawy i podnieśli za sobą most zwodzony, pioruny i burza zburzyły zamek, ziemia zadrżała, otworzyła się i pochłonęła ludzi i gruzy. Jezioro zalało to miejsce, i dotąd w dzień słoneczny widać zwaliska na dnie (T 960B; Knoop 1894, s. 740-741).

Niekiedy przyczyna kataklizmu z pozoru może wydać się błaha, np. nienakarmienie → biednego bądź wyśmianie potrzebującego. W tego typu sytuacjach zapalnikiem uruchamiającym zaświatową reakcję bywa prośba lub → klątwa padająca z ust grzesznika albo → ofiary. Głośno wypowiedziane zdanie, będące złorzeczeniem („Bodaj się to miejsce zapadło!”) lub wyrazem rozpaczy („Wolę umrzeć, niż być świadkiem grzechu”), zgodnie z ludową wiarą w sprawczą moc → słowa (Engelking 2000), wywołuje interwencję zaświatową o negatywnych konsekwencjach dla całej społeczności. Dowodem autentyczności wydarzeń osadzonych w przeszłości mają być – według opowiadających – relacje świadków, nazwy własne miejsca, gdzie rzekomo doszło do katastrofy, jak też lokalne osobliwości w ukształtowaniu terenu, np. jeziora, zapadliska, wzgórza, dające się wyjaśnić działaniem sił pozaziemskich. Wiarę w udział zaświatów w tworzenie naturalnych cech krajobrazu oraz w przesyłanie sygnałów przez zdarzenia cudowne (kary, objawienia) można wiązać z szeroko pojmowaną ludową religijnością i przedchrześcijańską wierzeniowością.

W podaniach, sporadycznie w bajkach nowelowych, mowa o niematerialnych świadectwach pozaziemskiej interwencji. Należą do nich różnego typu sensualne doznania odczuwane przez przypadkowych przechodniów, najczęściej w porach mediacyjnych, takich jak północ, odpust lub wigilia św. Jana. W miejscu kataklizmu zwykle dostrzega się światło, tajemnicze postaci, słyszy dziwne odgłosy, dźwięki muzyki lub bicie dzwonów. Różne typy doświadczeń często występują w opowieściach łącznie:

[…] co sto lat, tej samej nocy, pomiędzy godziną 11 wieczorem a pierwszym pianiem koguta, daje się widzieć na górze dziewica i czeka na wybawienie, kiedy zamek z całą swoją okazałością wynurzy się znowu [...] (T 8050 „Zaklęta panna nie wybawiona”; Toeppen 1893, s. 8-9);
Ktoby tam żyw sed, to nie wylezie ino się zapadnie, bo tam ciężko dosięgnąć dna. A na spodku tam ludziska te tońcą do sądnego dnia, ino hucenie ze spodka słychać, jagby kejsik basy grały. A po wirzchu to światełka chodzą (brak w PBL; Udziela 1898, s. 228);
Tam ony [dzwony – V.W.] leżą do dzisiejszego dnia a w niedzielę, gdy jest czas do kościoła, to one dzwonią (T 7070; Lorentz 1913, s. 20).

Do innych popularnych oznak cudowności, o których → gawędziarze wspominają, należy pojawienie się po wielu latach na brzegu bądź na środku powstałego w tajemniczych okolicznościach jeziora jednego z zatopionych krzyży, dzwonów lub sznura, zdecydowanie rzadziej mowa o błądzącym w pobliżu miejsca katastrofy duchu, zachęcającym do wyzwolenia zaklętej miejscowości. Nadprzyrodzone znaki nie tylko przypominają o tym, co zdarzyło się w najbliższej okolicy, pełniąc przy okazji charakter przestrogi dla żyjących, ale też stanowią świadectwo pokuty grzeszników, którzy w efekcie złych występków zapadli/zatopili się wraz z domostwem. Ich głosy/odgłosy bywają wyrazem cierpień oraz prośbą o wyzwolenie, do czego może doprowadzić jedynie osoba niewinna, pobożna lub będąca w stanie medialnym, zwykle u początku bądź kresu żywota. Rzadko jednak dochodzi do odczarowania zapadłych i zaklętych domostw, bowiem podejmujący się wyzwolenia człowiek w ostatniej chwili nie potrafi sprostać zadaniu: wypuszcza z rąk sznur, dzięki któremu miał wyciągnąć na ziemię dzwon, bądź wbrew zakazowi się odwraca:

Ona chciała te dzwony na brzeg wyciągnąć, ale ona miała strach, że by ten największy dzwon bo był za ciężki, a tak ona chciała za tym najmniejszym. Ale jak ona za ten najmniejszym dzwonem chciała, to ten największy dzwon rzek: „Gdyby ty chciała za mną, to by ja był tak lekki jak piórko a ty by mnie mogła lekko wyciągnąć a te drugie by szły same z sobą, ale tera to nie dostaniesz żadnego” (T 7070; Lorentz 1913, s. 25-26);
[…] usłyszał za sobą straszny zgiełk, jak gdyby dzikie zwierzęta miały się rzucić na niego; ogarnął go strach wielki, zapomniał o swoim przyrzeczeniu, obejrzał się, i – ciężar jego oraz wrzawa zniknęły (T 8050 „Zaklęta panna nie wybawiona”; Toeppen 1893, s. 9).

Niekiedy wyzwolenie zaklętych uniemożliwia bohaterowi nadmierne zdenerwowanie bądź nieopatrznie wypowiedziane przez niego bluźnierstwo:

Raz przyszła jakaś kobieta czerpać wodę i zobaczyła w niej krzyż. Chwyciła zeń i chciała go wyciągnąć, ale nie mogła temu zadaniu podołać, tak ciężki był ten krzyż. Zniecierpliwiona i zmęczona zaklęła i w tej chwili krzyż wypadł jej z ręki i utonął w wodzie (T 7070; Udziela 1898, s. 222).

Odczarowanie zaklętych miejsc i obiektów nie występuje również w bajkach nowelistycznych o intencji moralistycznej, w których zalanie lub zapadnięcie się jest formą nieodwracalnej kary o wydźwięku religijnym. Element wyzwolenia występuje w nowszych zapisach, np. w nieopublikowanych materiałach Franciszka Kotuli z 1963 r. (Muzeum Etnograficznym w Rzeszowie). W Legendzie o dzwonie oraz w innych podobnych wariantach z południa Polski znajduje się nietypowy dla tradycyjnych przekazów opis udanej akcji wyciągania zatopionego dzwonu. W cudowny sposób odkryty i wydobyty z głębin ziemi przedmiot w równie niezwykły sposób wskazuje miejsce, gdzie ma zostać postawiony nowy kościół:

W Rokitnym rżnęła kobieta trawę sierpem i miała z sobą sznur. Sznur miała na ręce. Gdy narżnęła już trawy sobie, chciała zebrać na sznur i zanieść do domu. Sznur zaplątał się jej na ręce. Zdenerwowana kobieta zaczęła kląć. Sznur zaczął ciągnąć rękę do ziemi. Przestraszona kobieta zaczęła się pobożnie modlić. Gdy się modliła ciągnęła sznur. W miejscu tym ryła ziemię trzoda chlewna. Gdy sznur już wyszedł do wierzchu kobieta zobaczyła koronę dzwona, zaczęła jeszcze bardziej ciągnąć i wyciągnęła dzwon. Dzwon ten chciała przenieść w jakimś celu. Zaprzęgnięto 12 par wołów. Woły doszły na to miejsce gdzie jest teraz kościół. Zaprzęgnięto drugie 12 par wołów i woły nie poszły. Tutaj postanowiono wybudować kościół. Gdy zawieszono dzwon, dzwon dzwonił: „Zwierzę mnie wyryło, dziewczę mnie umyło”. Później dzwon teny owechrzczono inaczej i znowu dzwonił tak jak dzwon teraz. Dzwon ten świadczy, że w tym miejscu znajdowała się jakaś miejscowość (brak w PBL; Legenda o dzwonie,MEA TK T.237/e).

W ten sposób zostaje zarysowana sytuacja swoistej harmonii w świecie, w którym w miejsce jednego, zazwyczaj zapadniętego czy zniszczonego obiektu, stawia się drugi – o charakterze sakralnym.

Wyzwolenie zaklętych osób bądź budynków, bardzo rzadkie w ludowych podaniach, jako norma występuje w bajkach magicznych, co zgodne z modelem konwencji gatunkowej i przyjętą strategią działania protagonisty zmierzającego do zwycięstwa. Nie eksponuje się samego aktu odczarowania zapadłego zamku/domostwa, a jedynie nadmienia się o zdjęciu klątwy i → nagrodzie dla bohatera, bowiem ten aspekt opowieści wydaje się najważniejszy z perspektywy opowiadającego i słuchającego:

Oddał ojcu zaklętych córek jajo. Ojciec puknął każdej córce jajem w czoło, a nareszcie sobie, a natychmiast wybawieni byli i królestwo ich stanęło. Potem pojął sobie wędrowny najmłodszą pannę za żonę, a ojciec oddał mu cały rząd państwa (T 307; Lompa 1965 (1843-1844), s. 45).

Pochodzenie motywu/wątku zapadłych dzwonów, karczmy lub domostwa nie jest jednoznaczne. Rodowód jest prawdopodobnie pozaludowy, bowiem już w starożytności, m.in. u Platona w Kritiaszu i Timaiosie, występuje obraz Atlantydy, zamieszkanej wyspy pochłoniętej przez wodę. Przez kolejne stulecia temat zaginionych krain pojawiał się w rozważaniach filozofów i dziełach pisarzy nie tylko z nurtu utopijnego, symbolizując zazwyczaj uśpienie sił witalnych bądź narodowych (np. w utworach Juliusza Słowackiego, Władysława Bełzy, Edwarda Słońskiego, Henryka Sienkiewicza, Stefana Żeromskiego, Edwarda Jezierskiego, Wiesława Myśliwskiego). Nie brakuje również obrazów zalanych krain w literaturze fantastyczno-naukowej dla młodego odbiorcy (Papuzińska 1980; Wróblewski 2008, s. 208-235). Do popularyzacji wątku/motywu oprócz tradycji literackiej przyczyniły się wpływy kościelne (biblijne motywy potopu, zapadłych świątyń, np. Ks. Rodz. XVIII, 20; XIX, 24, 25, 27, 28; Ks. Liczb XVI, 27, 31, 32, 33; Zowczak 2000, s. 101-106) oraz powtarzalność naturalnych katastrof (zob. Hajduk-Nijakowska 2005). Powstające lokalnie zapadliska i podtopienia, sprzyjające snuciu narracji o kataklizmach, odnotowywano w Polsce i Europie co najmniej od XV wieku. Informacji tego typu w XIX stuleciu dostarczały kalendarze adresowane do ludu oraz prasa lokalna, np. „Gazeta Lecka” (np. Dunder 1883). W tego rodzaju treści wierzono, o czym przekonują zachowane relacje sądowe XVII i XVIII wieku, opisane przez Bogdana Baranowskiego (1971, s. 416), oraz wspomnienia z początku wieku XX:

[...] w okolice Zakroczymia zjechali się i zeszli ludzie nabożni z różnych, często z bardzo odległych stron, by odkopać rzekomo zaginiony kościół. Opowiadali, iż pewnemu żebrakowi objawiła się Matka Boska i wskazała mu miejsce, gdzie zapadł się pod ziemię kościół, którego papież się nie doliczył. Kazała tę wiadomość ogłosić ludowi z wezwaniem do odkopania, wskutek czego do tysiąca ludzi „ofiarowało się” i zeszło z różnych stron byłego Królestwa Polskiego, niektórzy aż spod Częstochowy. [...] Kler zwalczał przez dłuższy czas bezskutecznie akcję odkopywania rzekomego kościoła – aż przyszły jesienne słoty, wykopany ogromny dół zalała woda i wreszcie zima rozpędziła kopiących (brak w PBL; Czarnowski 2005, s. 116).

Ciągłej popularności motywu/wątku zapadłych budowli i dzwonów dowodzą zapisy z badań terenowych przeprowadzone w latach 70. i 80. XX wieku na wschodnich krańcach Polski:

Ten dół i kamień mają swoją historię. Nazwa Sieliska pochodzi od dawnej osady, która prawdopodobnie była tam, gdzie teraz pole Matczuka. W tej osadzie była cerkiew – jedni mówią, że żelazna, inni, że drewniana. Pewnego dnia ta cerkiew o dwunastej razem ze znajdującymi się w niej ludźmi zapadła się. Teraz mówią, że ten dół to cerkiew, a kamień to schody do niej. Jak się wejdzie do tego dołu i przyłoży się ucho do kamienia, to można usłyszeć dzwony i śpiewy (brak w PBL; Sienkiewicz, Wasila 2010, s. 58-60, 131-133).

Nie brakuje opisów analogicznych sytuacji również we współczesnych publikacjach o charakterze regionalnym, m.in. w zbiorach opowieści mieszkańców Wąbrzeźna (Szlachcikowski 2009, s. 39) i Borowiaków cekcyńskich (Ło czym babki i dziadki dawni gzubom powiadali... 2005, s. 10). Wspominają o zapadłych dzwonach oraz miejscowościach także autorzy przewodników po różnych zakątkach Polski (Figiel, Janicka-Krzywda, Krzywda, Wiśniewski 2012, s. 118) oraz prowadzący strony internetowe regionalnych instytucji i urzędów (zob. Netografia), dostrzegając w tym szansę na zwiększenie turystycznej atrakcyjności regionu.

Bibliografia

Źródła: Dunder S., [Dawno Panu nie pisałem...], „Gazeta Lecka” 1883, nr 51; Knoop O., Podania i opowiadania z W. Ks. Poznańskiego, wyb., przeł. Kowerska Z.A., „Wisła” 1894, t. 8; Legenda o dzwonie,Archiwum Muzeum Etnograficznego im. F. Kotuli w Rzeszowie, MEA TK T.237/e; Lompa J., Bajki i podania, 1965 (1843-1844);Lorentz F., Teksty pomorskie, czyli słowińsko-kaszubskie, 1913, t. 1; Ło czym babki i dziadki dawni gzubom powiadali. Zapis legend, pieśni i mowy Borowiaków cekcyńskich, red. Puchowski B., Ragin-Szczęsna J., Staniłko R., 2005; Pleszczyński A., Bojarze międzyrzeczcy. Studium etnograficzne, 1893;Szlachcikowski W., Legendy, podania, wspomnienia i inne ciekawostki z okolic Wąbrzeźna, 2009; Toeppen M., Wierzenia mazurskie. Podania i baśnie, „Wisła” 1893, t. 7, z. 1; Udziela S., O miastach zapadłych, kościołach, dzwonach i karczmach, „Lud” 1899, t. 5.

Opracowania: Baranowski B., Kultura ludowa XVII i XVIII w. na ziemiach Polski środkowej, 1971; Czarnowski S., Kultura, 2005; Engelking A., Klątwa. Rzecz o ludowej magii słowa, 2000; Figiel S., Janicka-Krzywda U., Krzywda P., Wiśniewski W.W., Beskid Żywiecki. Przewodnik, 2012; Hajduk-Nijakowska J., Żywioł i kultura: folklorystyczne mechanizmy oswajania traumy, 2005; Papuzińska J., Zatopione królestwo. O polskiej literaturze fantastycznej XX wieku dla dzieci i młodzieży, 1980; Sienkiewicz J., Wierzenia demonologiczne pogranicza polsko-białoruskiego na terenie południowo-wschodniej Białostocczyzny,[w:] Sienkiewicz J., Wasila J., Demonologia pogranicza kultur w Polsce północno-wschodniej, 2010; Udziela S., O miastach zapadłych, kościołach, dzwonach i karczmach, „Lud” 1899, t. 5; Wróblewska V., Ludowa bajka nowelistyczna (źródła – wątki – konwencje), 2007; Wróblewska V., Zatopione karczmy, zapadłe kościoły. Wyobrażenia katastrof w polskich opowieściach ludowych z XIX i początku XX wieku, [w:] Powodzie, plagi, życie i inne katastrofy, red. Konarska K., Kowalski P., 2012; Wróblewski M, Czytanie przyszłości. Polska fantastyka naukowa dla młodego odbiorcy, 2008; Zowczak M., Biblia ludowa. Interpretacje wątków biblijnych w kulturze ludowej, 2000.

Netografia

http://parki.kujawsko-pomorskie.pl/glpk/tradycja-i-kultura/legendy-o-regionie [dostęp: 29.12.2015r.]; http://www.bytom.pl/zapadle-pod-ziemie-miasto [dostęp: 29.12.2015r.].

Violetta Wróblewska